Zacieśniamy więzy Polsko – Balijskie!!! Polsko – Polskie nam nie leżą??

Ja się nie integruję

Zacieśniamy więzy Polsko – Balijskie ?

Śniadanie, basen i walka o leżaki – skąd ja to znam???

Tak to tylko Polacy potrafią.

No dobra jeden dzień można jakoś wytrzymać i opędzić się od grupy krzykliwych krajan.

Woda w basenie jest aż gorąca (taki upał), jedynie lekka bryza od morza daje wytchnienie plażowiczom.

Idylla….

Byłaby, gdyby nie ten harmider 42 wycieczkowiczów z Tłuszcza!!!! FUCK

Walka o leżaki od rana

Walka o leżaki od rana

Powtarzamy sobie cały czas – to tylko 1 dzień, to tylko 24 godziny – damy radę!!!

Skąd się w ogóle wziął ten zwyczaj z rezerwacją leżaków?? Totalna chamówa – mówię Wam.

Idziemy na śniadanie, nad basenem zero ludzi, ale wszystkie leżaki zajęte – a kto się na nich opala???

Pieprzone ręczniki!!!!

AAAA – czy oni nie umieją czytać???

Przecież jest informacja nad basenem, że nie wolno robić rezerwacji, bo ręczniki będą usuwane – ale jak widać jednemu wolno a drugiemu nie!!!!

Ludzie, nie róbcie wiochy na urlopie!!!

Naprawdę wystarczy dla wszystkich!

A jak nie to jest jeszcze obsługa hotelowa, która zawsze jakoś zaradzi.

Masaż i relaks w jednym - WHY NOT?

Masaż i relaks w jednym – WHY NOT?

Dzień mija nam leniwie na czytaniu książek. Takie było założenie, że jeden dzień na ładowanie baterii i totalne nic nie robienie przeznaczamy.

Jedynie co jakiś czas przecinane krzykami coraz bardziej pijanych wycieczkowiczów z grupy.

Właśnie dlatego, na wyjazdach raczej nie afiszuję się, że też jestem z Polski – po prostu czasami jest mi wstyd za moich rodaków za granicą. Nie uogólniam, ale coś na rzeczy jest.

Integrację czas zacząć

Integrację czas zacząć

Dochodzi wieczór.

Ewakuujemy się na miasto. Tam nikogo z hotelu nie spotkamy (bo oni zwiedzają zza tzw. „szyby”), bo dla nich Bali to chyba ten hotel – tym razem na szczęście dla nas.

Fundujemy sobie masaże w lokalnym „salonie SPA” za 8$ od osoby (w hotelu 4 razy drożej tylko dlatego, że ładniejszy wystrój – mnie to nie rusza)

Po doznaniach dla ciała, kierujemy się do jednego z lokalnych Warungów (już wiecie co to jest, taka jadłodajnia w garażu lub pod wiatą).

Ja i Madziol zamawiamy ryby, które okazują się strzałem w dziesiątkę i hitem tego wyjazdu. W końcu jesteśmy nad morzem, zatem domniemywamy, że powinny być świeże. Są!!!

Wchodzi kominiarz po drabinie - eee nie kumam

Wchodzi kominiarz po drabinie – eee nie kumam

Dosiada się do nas 4 letni kawaler i następuje zacieśnianie więzi Polsko – Balijskiej.

Homarynek uczy chłopca polskiego słowa (wolę nie pamiętać co to było), ale dostało mu się od nas – więc ….

Chłopiec nic nie zakumał, ale i tak sie nie zraża totalną barierą językową, chce z nami rozmawiać.

Jego mama przygotowuje nam jedzenie, a my zabawiamy jej pociechę – dobry układ.

Chłopiec przynosi zeszyt, długopis i zaczyna się lekcja języka balijskiego. Prosi o rysowanie kolejnych obrazków, a gdy pojawiają się, podaje nazwy i dumnie się uśmiecha.

Coś bym Ci pokazał, ale się wstydzę

Coś bym Ci pokazał, ale się wstydzę

Motylek, kwiatek, słoń itd. itp.

Na koniec prosi, aby narysować ORANGE.

– Chłopczyku, ale ja nie rozumiem o co Ci chodzi – mówi do niego po Polsku Homarynek

– Wiem, wiem – krzyczę nagle ja – narysuj mu człowieka!!!

– ORANGE to człowiek po balijsku – dopowiadam i teraz ja dumnie się uśmiecham.

– No co?? – pytam zdziwionych współtowarzyszy – mówiłem Wam, że to prosty język i dużo słów zostaje w głowie.

Radość chłopca jest bezcenna, bo się dogadaliśmy!!!

Na koniec szybko uczymy go „wchodzi kominiarz po drabinie” .

Cześć - witajcie na Bali

Cześć – witajcie na Bali

Zabawa przednia. Niezdarnie powyginane paluszki chłopca tworzą coś na próbę kominiarza, ale jest z siebie mega dumny.

A goście z Warunga przyglądają się nam z ciekawością i zadowoleniem.

Tacy właśnie są Balijczycy – otwarci, szczęśliwi i radośni. A próba nawiązania kontaktu, zaprzyjaźnienia się zostaje doceniona i nagrodzona pozytywną energią i uśmiechem.

Balijskie dzieciaki są uśmiechnięte i chętne do współpracy

Balijskie dzieciaki są uśmiechnięte i chętne do współpracy

Takie chwile podróży są dla mnie najcenniejsze.

Na koniec młody przybija piątkę każdemu z nas, potem jest żółwik, i łączone High 5 plus żółwik.

Wracamy do hotelu, gdzie już przy wejściu na obiekt słychać jakieś zawodzenie.

WTF? Pytam się grzecznie?

To nasi rodacy mają wieczorek pożegnalny, połączony z karaoke. Masakra, nici ze spokojnego wieczoru.

Już przy wejściu do hotelu słychać było dziwne zawodzenie

Już przy wejściu do hotelu słychać było dziwne zawodzenie

YESTERDAY – słyszymy totalnie zmasakrowany utwór przez jedną z uczestniczek. Takiego fałszu już dawno nie słyszałem, ale grupa jest tak pijana, że akurat im nic już nie przeszkadza. Mało tego skandują i podgrzewają atmosferę domagając się więcej i więcej!!

To jest jakieś chore, albo ja się już starzeje.

Nagle – zrywa się mocny wiatr, nie to wichura a w ślad za nią zaczyna się regularna ulewa (w końcu jesteśmy na początku pory deszczowej).

Jest 22:00 dzięki Ci o wszechmocny, bo chyba On też tego zawodzenia nie wytrzymał i pogonił towarzystwo.

Cześć i chwała bohaterom – zrobiła się cisza.

Data wpisu by Julek in Indonezja, Wędrówki Umysłu, Wszystkie, Zapiski

About Julek

Jestem podróżnikiem, trochę marzycielem. Ścigam się z czasem, aby za życia zwiedzić jak najwięcej. Tworzę swoją własną historię. Przyłącz się.

Translate »