Teotihuacan czyli droga przez mękę

W Teotihuacan

W Teotihuacan

Teotihuacan jest naszym głównym celem na dzisiejszej trasie.

Ale, żeby zrealizować powyższe najpierw musimy zdobyć nasze auto.

Tak, tak, odnoszę wrażenie, że w Meksyku trzeba zdobywać. Dlaczego zapytacie? Już wyjaśniam.

Auto potrzebne od zaraz

Ponieważ umówiliśmy się z MexCar, że odbierzemy samochód o 08:30 rano, pobudka zaplanowana została na 06:30 rano i wcale nie był potrzebny budzik, gdyż jet lag zrobił swoje. Jak się potem okaże, takie pobudki będą standardem jeszcze przez kilka dni.

Wszystko po to, aby maksymalnie wykorzystać każdy dzień, a dodatkowo nie podróżować nocą.

No tak w optymalizacji czasu i upychaniu kolejnych atrakcji w naszym planie dnia jesteśmy ekspertami. Szkoda tylko, że nie zawsze nasze planowanie pokrywa się z rzeczywistością.

Gdy cała ekipa, karnie stawia się w recepcji, zamawiamy taksówkę za jedyne 350 pesos i kierujemy się na lotnisko, bo tylko tam mieliśmy możliwość odbioru auta.

Mów mi Moite

Mów mi Moite

Na lotnisku jest mnóstwo wypożyczali aut, ale że my skorzystaliśmy z Expedia.com, gdyż tam znaleźliśmy najtańszą opcję najmu, tylko że na lotnisku biura Expedia nie ma, więc trzeba udać się do MexCar.

Pomimo dokładnych wskazówek, gdzie mieści się biuro, kręcimy się po lotnisku, bezradnie rozglądając się za naszym biurem. Tracąc około 20 minut na poszukiwania, w końcu naszym oczom ukazuje się rzeczone biuro.

  • Witam Państwa serdecznie, w czym mogę pomóc? – pyta radosna i uśmiechnięta Gabriela Fernadez
  • Mamy rezerwację z Expedia.com na auto – odpowiadam również się uśmiechając – a w duchu sobie myślę, jaka ona miła!!
  • Tak, tak oczywiście jest rezerwacja dla Państwa – potwierdza Gabriela – ale jest mały problem!!

Jak tylko słyszę słowo problem (na marginesie nienawidzę tego słowa)  od razu zaczynam coś podejrzewać.

  • Widzicie Państwo, auto które zarezerwowaliście, jeszcze do nas nie wróciło
  • Ok – mówię – ale specjalnie rezerwowaliśmy auto 3 miesiące wcześniej i na rezerwacji jest wyraźnie napisane, że nie wymagana jest żadne dodatkowe weryfikowanie czy auto jest czy go nie ma.

Teotihuacan się chyba oddala – tak czuję wewnętrznie

Trasa do Teotihuacan

Trasa do Teotihuacan

  • Tak, tak oczywiście i auto będzie dla Państwa gotowe, ale około 11-11.30 – słyszymy
  • Że co proszę ? Nie stać nas na obsuwę 3 godzin, bo nie zrealizujemy naszego planu na dziś!!
  • A nie można ustalić o której auto będzie i coś przyspieszyć?? – dopytuję
  • Zaraz zadzwonię  i się dowiem – odpowiada Gabriela, w między czasie jakby nigdy nic, wypełnia formularz wynajmu, liczy, dodaje, dzwoni.
  • Ok – słyszymy – auto będzie gotowe o 10.00 – możecie iść na śniadanie w tym czasie – jaka ona uczynna i dobra – nic więcej zrobić nie mogę – kwituje

Nie pomaga uśmiech, prośby, ostrzeżenia, że skargę do Expedia.com napiszemy (to sobie piszcie – słyszymy od Gabrieli). Stoimy pod ścianą i musimy czekać.

Załamani wychodzimy z biura, nie tak miała się zacząć nasza przygoda w Meksyku, Teotihuacan chyba zostanie   marzeniem na liście.

Ratunek z Hertz – może będzie Teotihuacan

Jak feniks z popiołów wyrasta przed nami nagle, dziewczyna i po szybkiej wymianie zdań proponuje nam usługi firmy Hertz (o ile pamiętam była jedną z droższych opcji). Mówimy, że czekamy już na auto, ale ona błagalnie namawia na swoją firmę, proponując tańszą opcję.

Poczekamy do 10.00 i zobaczymy jak się akcja rozwinie.

Punkt 10.00 (straciliśmy już 1,5 godziny i zaczyna się nam spieszyć) stawiamy się w MexCar, gdzie zdziwiona Gabriela patrzy na nas i informuje, że auta nie ma i przecież mówiłam, że ma być o 11.30 – 12.00 (jakaś nowa opcja), bo auto jest w terenie!!!

No nie!!! Podnosi mi się ciśnienie:

  • Przecież mówiła Pani o 10.00
  • Nie, nie mówiłam!! – słyszę
  • Jak nie, skoro tak, przecież sam sobie godziny nie wymyśliłem, że mam tutaj być akurat o 10.00!!!
  • Ja mówiłam od razu 11.30,
  • Nie, powiedziała Pani o 10.00, więc jestem po auto, które miało być już gotowe o 8.30 !
  • Ale ja mówiła, że auta nie ma i będzie o 11.30 – 12.00

Zaczynam ciężko oddychać, jak ja nie lubię takich sytuacji, całe życie w sprzedaży, uczony standardów obsługi, ale to już lekkie przegięcie. Co za kłamczucha. Teotihuacan staje się odległą destynacją.

Nasz dzisiejsza trasa ze stolicy do Teotihuacan i dalej do Puebli

Nasz dzisiejsza trasa ze stolicy do Teotihuacan i dalej do Puebli

To się chyba nazywa pamięć krótkotrwała, ale nic mnie tak nie denerwuje jak fałsz i kłamanie w żywe oczy. Ja wiem, że to miejsce jest dla mnie spalone i mam do czynienia z oszustką i kłamczuchą. Momentalnie się uprzedzam do Gabrieli, Expedia.com i MexCar. Pogratulować firmie standardów.

  • Możemy od ręki dać dwa mniejsze auta w tej samej cenie – Gabriela jeszcze próbuje ratować sytuację
  • Dwa auta ?? Jak bym chciał dwa auta to bym je sobie wynajął, a paliwo razy dwa a dodatkowi kierowcy, parkingi – hello !! Kobieto !! Zapłacisz za to wszystko??

Wychodzę na chwilę z biura i idę do Hertz.

  • To ja ponownie – witam się z uprzejmą Panią
  • Nadal ma Pani dla mnie auto w cenie o której rozmawialiśmy? A i czy auto jest dostępne od ręki?
  • Tak, tak – słyszę
  • Ok, biorę, proszę przygotować papiery

Wracam do Mex i składam oficjalną rezygnację. Po powrocie do Polski złożę reklamację i skargę.

W Hertz formalności trwają zaledwie 10 minut a koszt wychodzi o 150 USD mniej niż w MEX.

Jednak będzie dziś Teotihuacan. Jesteśmy uratowani.

Mamy auto !!! Wielki Chrysler Town and Country dla 7 osób plus obszerny bagażnik. Autko jest automatyczne więc łatwiej będzie się prowadzić takiego wielkoluda. A i mamy jeszcze nawigację w tej cenie, bo po przeliczeniu kosztu transmisji danych stwierdziliśmy, że to najkorzystniejsza opcja.

Nasze autko

Nasze autko

No to w końcu ruszamy – kierunek Teotihuacan

Przejechaliśmy może z 5 km i łapie nas policja. Przypadek a może dlatego, że auto ma tablicę rejestracyjna ze stanu Chihuahua.

Nasze auto było z Chihuahua

Nasze auto było z Chihuahua

  • Dzień dobry, kontrola drogowa, papiery wozu i prawo jazdy poproszę
  • No nie!!! Jak się wali to po całości – stwierdzamy na głos
  • Wymagany jest oryginał lub notarialna kopia dokumentów auta – słyszymy – a to jest zwykła ksero kopia
  • W Hertz mówili, że to wystarczy i jest ok – mówimy
  • Niestety nie, muszą być potwierdzone – stwierdza policjant

Patrzymy się po sobie

  • Co robimy? pytamy się wzajemnie
  • Dzwonimy do Hertza niech wyjaśniają

Po chwili na linii mamy konsultanta

  • Czy policjant ma papiery? pyta
  • Tak ma dokumenty
  • Dokumenty są ok i policjant o tym wie, wyjmijcie kluczyki z auta i schowajcie. Jak będą chcieli zabrać Wam auto to niech zabierają, ale bez kluczyków – słyszymy instrukcję

Nie wierzę w to co słyszę, to jest jakiś czeski film, z nami w roli głównej – może jesteśmy w jakiejś ukrytej kamerze?

Chalchiuhtlicue (Bogini Wody) w Teotihuacan

Chalchiuhtlicue (Bogini Wody) w Teotihuacan

  • Czy policjant jest gdzieś obok  – głos konsultanta sprowadza mnie na ziemię
  • Tak stoi obok, nazywa się Gomez, patrzę na policjanta, który się uśmiecha i grzecznie słucha naszą rozmowę po angielsku, zatem zakładam, że mało z niej rozumie bo sam do nas mówi tylko po hiszpańsku.
  • SOBORNO, SOBORNO – w między czasie kilka razy słyszymy to słowo, ale udajemy, że nie rozumiemy co pan do nas mówi. Soborno to łapówka, jakby ktoś pytał.
  • Co za typ – słyszę koleżankę – bezczelnie i prosto w oczy mówi, że chce kasę!!!
  • Chcieliśmy Meksyk to mamy Meksyk – stwierdzam i chce mi się śmiać z tej całej farsy, ale ogólnie sprawdza się scenariusz:
  • No hablo español, english only – i ciąć głupa, bo jak nic nie zrobiłeś to co Ci mogą zrobić?? No potem się dowiedziałem, że w Meksyku w zasadzie dużo mogą a nawet spotykani mieszkańcy dziwili się, że sami przez kraj autem jedziemy zwłaszcza przez Chiapas

Po jakiś 20 minutach przepychanek słownych, nagle policjant podchodzi do nas, oddaje papiery i z uśmiechem oznajmia, że możemy jechać. Tak bez niczego.

Zaczynam się zastanawiać co nas jeszcze spotka w trasie bo nasz limit chyba został już mocno wyczerpany.

Jedziemy dalej do Teotihuacan, może dziś dojedziemy?

Ahoj przygodo. Jeżeli tyle wrażeń mamy już pierwszego dnia, to ten wyjazd zaliczę do najbardziej ekscytujących.

Kolejne 40 minut upływa w miarę ok, poza tym że źle skręcamy z autostrady, co nas kosztuje kolejne 10 minut straty bo musimy zawrócić i uiścić kolejny raz opłatę na bramkach wjazdu na autostradę.

Teotihuacan - piramida słońca i czerpanie energii słonecznej

Teotihuacan – piramida słońca i czerpanie energii słonecznej

Do Teotihuacan docieramy około 12.30 (pierwotnie mieliśmy być  o 9.30!! Te trzy godziny mocno będą się odbijać na naszym planie objazdu.

W oryginalnym planie o tej godzinie mieliśmy szykować się już do wyjazdu do Puebli. No cóż, niechętnie to mówię, ale chyba trzeba będzie z czegoś zrezygnować. W stolicy za mało czasu, teraz za mało czasu – oj to nasze planowanie coś nam się rozjechało.

Teotihuacan jest pięknym, olbrzymim kompleksem archeologicznym. Dla mnie to jest sentymentalny powrót po 3 latach, ale i tak przeżywam obecność tutaj. Więcej o Teotihuacan przeczytacie klikając tutaj: julekwpodrozy.pl/miejsce-gdzie-ludzie-staja-sie-bogami/

Z Teotihuacan do Puebli

Z Teotihuacan do Puebli

Po zwiedzaniu, ruszamy do Puebli, ale niestety już wiemy, że dotrzemy tam wieczorem i ze zwiedzania nici, a jeszcze dotrzeć do Choluli, gdzie śpimy, a na to wszystko im bliżej Puebli tym mocniejszy deszcz pada i jest bardzo ciemno.

Serio wypadków trwaj – co nas dziś jeszcze spotka??

Około 18.00 docieramy do Choluli i już wiadomo, że zwiedzanie Puebli musimy przenieść na kolejny dzień, to zaś oznacza kolejne przesunięcia kolejnych punktów naszej podróży.

Kluczymy kolorowymi uliczkami, żeby znaleźć nasz pierwszy na trasie hotel. Sama jazda łatwa nie jest, bo auto jest wielkie i trzeba uważać na zakrętach, żeby nie zahaczyć kołami o wysoki krawężnik, ulice są jednokierunkowe i nawet nasza nawigacja głupieje, niektóre ulice są w remoncie, zatem trzeba skręcać i kluczyć po kilka razy, aby trafić w końcu na główne ZOCALO przy którym znajduje się i nasz hotel.

Nasze pierwsze miejsce na śniadanie

Nasze pierwsze miejsce na śniadanie

Jest zatem hotel, jest i nasza rezerwacja, ale niestety moja karta nie działa!!! Przy próbie opłacenia za hotel pojawia się komunikat – transakcja odrzucona. No nie a mówiłem, że to nie koniec atrakcji na dziś, a przecież dopiero co w stolicy płaciłem kartą.

Może jakiś błąd łączności z bankiem.

Płaci koleżanka a ja idę do pokoju i wyciągam z plecaka drugi telefon komórkowy do którego rzadko zaglądam a tam SMS z informacją, że ktoś, gdzieś próbował moją kartę obciążyć. Jest kwota, miejsce i nawet jakaś nazwa obiektu.

O co chodzi??

Loguję się do internetu bo coś mi w głowie zaczyna świtać i widzę maila z informacją, że moja rezerwacja w kolejnym hotelu została odrzucona i konieczne jest podanie innej karty, aby nie stracić rezerwacji.

Teraz wszystko zaczyna się układać w jedna całość.

W Cholula czas na kolację

W Cholula czas na kolację

Hotel kolejny próbował weryfikować kartę i chyba zrobił obciążenie, mój bank zapewne uznał to za transakcję podejrzaną, gdyż chwilę wcześniej karta była użyta 400 km dalej. A jak uznał, że podejrzana to na wszelki wypadek zblokował mi kartę. Hotel w Cholula chciał też zrobić obciążenie, bo nie było nas tak długo, że uznali iż czas naliczyć opłatę a tu karta zablokowana.

I wszystko jasne!

Oczywiście po ułożeniu tych puzzli wysyłam do Banku SMS o treści T bo chcę, aby mi kartę odblokowali.

Karta aktywna – otrzymuję odpowiedź – uff

Idziemy na Zocalo coś zjeść i ochłonąć po pierwszym, jakże emocjonującym dniu podróży po Meksyku.

Smakowitości na talerzu po Meksykańsku

Smakowitości na talerzu po Meksykańsku

A ciekawe co nas czeka dalej skoro tyle wrażeń mamy pierwszego dnia?

Data wpisu by Julek in Meksyk, Wędrówki Umysłu, Wszystkie, Zapiski

About Julek

Jestem podróżnikiem, trochę marzycielem. Ścigam się z czasem, aby za życia zwiedzić jak najwięcej. Tworzę swoją własną historię. Przyłącz się.

Translate »