Smaczny Tallin czyli kulinarne odkrywanie stolicy Estonii.

Poranny klimat wschodu

Poranny klimat wschodu

Każdy mój wyjazd nieodłącznie zdominowany jest kuchnią.

Raz, że kocham odkrywać smaki danego regionu w którym aktualnie jestem, dwa uwielbiam jeść, smakować (może nie widać po mnie, ale fakty i waga mówią same za siebie).

W przypadku wyjazdu do Tallinna, miałem pewne podejrzenia, że raczej to nie będzie mega kulinarny podbój. Dlaczego?

Pamiętam swoją podróż do Rygi, Wilna. O ile kuchnia wileńska może nas pozytywnie zaskoczyć, w łotewskiej odnajdziemy wiele zbliżonych smaków do polskich (śledzie, kiszone warzywa, chleb ze smalcem), w Estonii miałem z tym „lekki” problem.

Spragnieni klimatu średniowiecznego miasta mile widziani

Spragnieni klimatu średniowiecznego miasta mile widziani

Restauracji, knajp, pubów jest w mieście bez liku i samo wybranie właściwego miejsca na biesiadowanie jest już wyzwaniem. Te najbardziej popularne i rekomendowane przez przewodniki to „Olde Hansa”, „Peppersack” – klimat średniowieczny z muzyką i obsługą w strojach z epoki. Ciasno i drogo. Mnie do gustu nie przypadły.

Peppersack - rekomendowana przez przewodniki - mnie do gustu nie przypadła

Peppersack – rekomendowana przez przewodniki – mnie do gustu nie przypadła

Przekrój kulinarny (w mojej ocenie) mocno rozstrzelony po całej Europie. To czym dany lokal wygrywa to estetyka podania potrawy, atmosfera, obsługa i cena.

Czyli taki tradycyjny split podstaw, którymi zapewne każdy z nas się kieruje, podejmując decyzję, że je na mieście.

Moja decyzyjność w miarę narastania głodu spada drastycznie. Nie wiem, czy to efekt obniżania się cukru, bo po przeglądnięciu trzeciego menu w kolejnym lokalu, zaczynam czuć zmęczenie i poddenerwowanie. Po prostu chcę już usiąść, zamówić i cieszyć się miłą, wieczorną atmosferą.

Dobrze, że wina serwują pyszne

Dobrze, że wina serwują pyszne

Zapada decyzja „Olde Estonia” na rynku starego miasta.

Zaczyna się nieźle, bo lokal totalnie pusty. A to nie wróży dobrze restauracji. Kelnerka dość szybko przyjmuje zamówienie i chwilę po tym mam już na stole grzane wino.

Punkt za grzane wino - czy te orzechy mam sobie wrzucić do środka?

Punkt za grzane wino – czy te orzechy mam sobie wrzucić do środka?

Punkt dla restauracji. Smaczne.

Jako absolutny fan zup (testuje je zawsze, gdy tylko jest taka możliwość) – na pierwszy ogień idzie Solianka. Liczyłem bardzo na wersję rybną, ale dostałem mięsna. Rozgrzać – rozgrzała, ale nie zachwyciła. Na razie wygrywa wino, to na drugą nóżkę.

Solianka - wschodni smak,

Solianka – wschodni smak,

Wśród dań głównych, mój wybór padł na łososia. W końcu jestem w kraju nadbałtyckim, teoretycznie słynącym ze smacznych rybek.

Kawałek łososia z warzywami

Kawałek łososia z warzywami

Powiem tak, byłem na tyle głodny, że to co dostałem na talerzu było do zaakceptowania. Zwykły kawałek różowego mięsa z zieleniną. Ani w tym regionalizmu, ani oryginalności. Człowiek uczy się całe życie i głupi umiera.

Burger z frytami też nie zachwycił, ale zapchał

Burger z frytami też nie zachwycił, ale zapchał

Podejmuję decyzję, że kolejny dzień musi być bardziej zorganizowany.

Herbata z cytryną zdecydowanie dobra jest wszędzie.

Herbata z cytryną zdecydowanie dobra jest wszędzie.

Systematyczne dokarmianie Julka przynosi zamierzony efekt.

Nie odczuwam ssania w żołądku, a generalnie co kilka kroków – nie dosłownie – pałaszuję jakiś smaczek.

Zjem każdą, co nie oznacza, że każda mnie zachwyci

Zjem każdą, co nie oznacza, że każda mnie zachwyci

Jako fan zup, jestem otwarty na różnorakie wariacje

Jako fan zup, jestem otwarty na różnorakie wariacje

Ktoś mi zarekomendował kilka cukierni, twierdząc, że Tallinn ze słodkości słynie.

Na słodko

Na słodko

Zatem pierwsze moje smaki w kolejnym dniu to naleśniki, ciacho i przepyszna herbatka. Taka bateria dodaje mi energii na dalsze szwędanie się po mieście.

Raz na pół roku dostaję ataku smaku (permanentny brak cukru, który dawno temu jakoś odrzuciłem) i pałaszuję czekoladowe stwory w mgnieniu oka.

Raz na pół roku dostaję ataku smaku (permanentny brak cukru, który dawno temu jakoś odrzuciłem) i pałaszuję czekoladowe stwory w mgnieniu oka.

Podwieczorkowe smakowanie zaskakuje mnie absolutnie, bo zamawiam sobie ser camembert podawany na ciepło z orzechami i miodem. Moje kubki smakowe tak wariują, że nie potrafię się zdecydować czy jest to smaczne, czy wręcz odrzucające. Od razu wyjaśniam, że do dziś mam dylemat tego dania.

Absolutny dylemat smaków

Absolutny dylemat smaków

Hit nad hity pozostawiłem sobie na dzień ostatni. Wynaleziona przez przypadek, restauracja położona przy ulicy Uss 29/31. Z zewnątrz ulicy nie widoczna, trzeba przejść przez bramkę na wewnętrzny dziedziniec tuż pod murami miejskimi.

Ale, żeby tak łatwo nie było samo wejście na dziedziniec dalej nie sugeruje gdzie ta restauracja jest. Mocne skupienie i udaje mi się ją wypatrzyć na samym końcu placu.

w poszukiwaniu restauracji

w poszukiwaniu restauracji

Rezerwację (bo tego wcześniej nie powiedziałem, że absolutnie konieczna) trzeba było zrobić 2 dni wcześniej (gdybym nie wpadł tam przez przypadek, to byłby by nici z jedzenia).

Wystrój surowo skandynawski. Dominuje prostota wklejona w drewno, ale to mi zupełnie wystarcza.

Proste nie przekombinowane menu z którego i tak mało co rozumiem, bo poza określonymi rodzajami mięs nic nie brzmi znajomo – ale to podkręca mój apetyt.

Gdyby nie napis przy ulicy Uss nigdy bym tam nie trafił

Gdyby nie napis przy ulicy Uss nigdy bym tam nie trafił

Obsługo w skali od 1-10, na dzień dobry dostaje 11 za uśmiech, nienachalną uprzejmość i troskę, wzorowe doradztwo.

Atmosfera się zagęszcza, lokal jest pełny gości, a ja ze znajomymi zamawiamy butelkę wina i czekamy na nasze specjały, oddając się kolejnemu planowaniu egzotycznej podróży.

Za to kocham moje wyprawy. Zawsze są w doborowym towarzystwie i stają się inspiracją, natchnieniem do kolejnego planowania.  Moja szafka jest zawsze zasypana jakimiś biletami lotniczymi, i gdy np. pozostaje w niej tylko jeden dostaję nerwowego niepokoju.

Jako regularny włóczykij, podróżnik już tak mam (o czym Wam wielokrotnie wspominałem), że nie wysiedzę za długo na jednym miejscu.

Właśnie zaczyna kelner serwować dania główne, więc wracam do mojej degustacji, uczty bogów.

Kodumaine veisefilee  juursellerikreemi ja vürtsika punase kapsaga

Kodumaine veisefilee
juursellerikreemi ja vürtsika punase kapsaga

Mój stek wołowy (Veisefilee) jest absolutnie fenomenalnie krwisty i obłędnie smaczny. Estońska kuchnia w dużej mierze opiera się na rybach i mięsie. A to danie jest tylko tego potwierdzeniem.

Seeneraguu

Seeneraguu

Na drugim talerzu Seeneraguu – grzybowe ragout – delicja dla podniebienia

Kolejne:

Pannil praetud kanafilee  röstitud kõrvitsa ja salvei-kartulitambiga

Pannil praetud kanafilee
röstitud kõrvitsa ja salvei-kartulitambiga

Porterikastmes küpsetatud seapõsk  võis küpsetatud maapirnide ja Kopra-Karjamõisa peediga

Porterikastmes küpsetatud seapõsk
võis küpsetatud maapirnide ja Kopra-Karjamõisa peediga

Wszystkie dania estetycznie podane, bez nachalnego przeładowania na talerzu. Smaki i ilości w sam raz aby pozostać na chwilę zawieszonym gdzieś w ponad przestrzeni dobrego smaku.

Desery to już tzw. dobicie się. Ale na szczęście zarówno w przypadku dań głównych tak i desery nie są przesadzone w ilościach.

„Vanaema praesai“ kohupiima-jõhvikatäidise ja jogurtijäätisega

„Vanaema praesai“
kohupiima-jõhvikatäidise ja jogurtijäätisega

Brüleekreem, Vanaema praesai czy moje ulubione Eesti käsitööjuustud kahele külalisele  to przysłowiowa wisienka na torcie.

Brüleekreem musta leivaga

Brüleekreem musta leivaga

Miałem zakodowane, że w Estonii często deserem jest ich tradycyjny, ciemny chleb i sery dlatego będąc fanem i pierwszego i drugiego, bez chwili zastanowienia zdecydowałem się na taką formę zakończenia posiłku.

Eesti käsitööjuustud kahele külalisele

Eesti käsitööjuustud kahele külalisele

Bajkowość wieczoru, plany na kolejne wyjazdy i pozostało tylko zapłacić rachunek.

Przez grzeczność (dżentelmeni o pieniądzach nie rozmawiają) niech to pozostanie moją tajemnicą tym razem, ale napomknę, że „lekko” poszaleliśmy. I o ile same dania specjalnie drogie nie były, za butelkę białego wina policzyli sobie „jak za zboże”.

Dobrze, że karta kredytowa przyjmie wszystko – i nawet tak nie boli.

PS.

Jakby ktoś był bardzo głody, może się delektować polskimi orzechami – ogólnie dostępnymi w marketach. Ale skoro w Dubaju znalazłem polską pastelle to co mnie dziwią orzechy w Tallinie.

Polskie towary można znaleźć na całym świecie

Polskie towary można znaleźć na całym świecie

Data wpisu by Julek in Estonia, Jedzeniowo, Jump for a weekend, Tallin, Wszystkie

About Julek

Jestem podróżnikiem, trochę marzycielem. Ścigam się z czasem, aby za życia zwiedzić jak najwięcej. Tworzę swoją własną historię. Przyłącz się.

Translate »