Singapur / dzielnica arabska

Singapur - przypomina mi trochę Dubaj

Singapur – przypomina mi trochę Dubaj

Singapur 2013. Widok z Marina Bay na drapacze chmur.

Singapur to nowoczesne miasto. Drapacze chmur, ale też zabytki epoki kolonialnej. Zakupy, zwiedzanie i takie tam….

Generalnie cały Singapur w mojej ocenie to zlepek wieżowców, centrów handlowych oraz powciskanych perełek z czasów kolonialnych i wcześniejszych okresów. Dodatkowo w tym wszystkim obowiązkowo co krok jakaś knajpa, restauracja albo lokalna jadłodajnia.

Ja osobiście jestem zwolennikiem „jedzenia na ulicy” czyli jem tam gdzie jedzą lokalesi i jest ich tam dużo. Sygnał, że jedzenie jest sprawdzone, dobre i zazwyczaj tanie. ( o jedzeniu napiszę osobno)

Właśnie. Jest ryzyko jest zabawa. Dobre to pojęcie względne. Dlaczego? W każdym rejonie świata inaczej się gotuje. Innych przypraw używa. Inaczej łączy się smaki. I to że coś wygląda smacznie może wcale smacznym nie być.

Wracając do zwiedzania. Mnie osobiście ujęła dzielnica arabska. Docieram do labiryntu cudownych, kolorowych i jednopiętrowych domków. Podoba mi się rozkład tego labiryntu. Parter to sklep, butik, knajpka a na piętrze prawie zawsze część mieszkalna.

 

Dzielnica Arabska. Jeden z domków. Tutaj jako knajpa.

Nie powiem uwielbiam takie butikowe niespodzianki. Bo można w nich znaleźć za dobre pieniądze naprawdę unikatowe ciuchy i akcesoria. ( kilka nabyłem tradycyjnie jak podczas każdej podróży)

kolory spodenek mnie uwiodły.

A wracając do zwiedzania. Ulicą Muscat Str. idę do Meczetu Masjd Sultan – wyznaczającego centrum dzielnicy arabskiej. Od meczetu we wszystkie strony odchodzą uliczki/ deptaki z knajpami, restauracjami i butikami. Taka minimalna namiastka bazaru arabskiego. (Klimatu tak mi bliskiego i uwielbianego) Siedzę sobie w knajpce i piję piwo i wtem…

Słyszę dobiegające z minaretu nawoływanie muezina do modlitwy. Czuję w końcu klimat dzielnicy, egzotyki, orientu. Taka magia mnie unosi. Zamykam oczy i słucham.

Dla takich chwil warto nawet 12 godzin w samolocie spędzić. (klasa ekonomiczna w Singapure airlines – szczerze polecam, bardzo wygodnie).  Chociaż maiłem lecieć pierwszy raz airbusem A380 a w ostatniej chwili zmienili, cóż widać muszę jeszcze poczekać na swoją szansę.

Data wpisu by Julek in Singapure, travel style, Wszystkie, Zapiski

About Julek

Jestem podróżnikiem, trochę marzycielem. Ścigam się z czasem, aby za życia zwiedzić jak najwięcej. Tworzę swoją własną historię. Przyłącz się.

  • Jak miło trafić na stronę gdzie jest ktoś, kto tak jak ja uwielbia arabskie klimaty (tak wyczytałam w tym poście, mam nadzieję, że się nie mylę :-) ). Widzę, że jedzenie w Singapurze „na ulicy” jest bezpieczne? To jedna z rzeczy, których w Tunezji nie odważyłabym się spróbować po raz kolejny. Za dużo strat w dniach…
    Pozdrawiam serdecznie :-)!

    Ps. Nawolywanie do modlitwy – aż słyszę to w głowie :-)

    • No to jest nas dwoje. Tak uwielbiam ten klimat sam nie wiem czemu, może w poprzednim wcieleniu tam mieszkałem. Jedzenie w Singapore jest pyszne. Zresztą wszędzie gdzie jestem jem na ulicy tam gdzie lokalni mieszkańcy. Patent sprawdzony. W Tunezji. Ehh mam takie cudowne wspomnienia z tego kraju. Sam bez biura zwiedzalem – serce się kraje.

Translate »