Mama czyli dlaczego podróżuję

Moja mama w podróży po Egipcie

Moja mama w podróży po Egipcie

Rollercoaster – takie pozostało mi wspomnienie z epizodu w moim życiu. Krótkiego okresu czasu, kiedy wiedziałem, że rozpędzona i szalona przemiana jaka zachodziła w mojej mamie już nie jest do zatrzymania.

Jak teraz się zastanowię to wszystko, każdy najmniejszy detal miał znaczenie, a dziś jestem mądrzejszy o wiedzę, której wtedy nie miałem.

Patrzeć to nie znaczy widzieć. Umiejętność odczytywania sygnałów jest mega ważną i trudna sztuką. Kto ją posiądzie przechodzi automatycznie na kolejny poziom rozwoju swojego umysłu.

Czułem od jakiegoś czasu, że coś się za chwilę skończy. Nie umiem tego nazwać, bo i mój umysł nie zawsze daję się kontrolować.

Po prostu w galopującym tempie chciałem bardzo spędzać z mamą jak najwięcej czasu. Taki wewnętrzny 6 zmysł pchał mnie do niej i każdą okazję wykorzystywałem na spotkanie się z nią.

Jak to piszę to mam wrażenie, że o jakimś nieosiągalnym wyczynie się rozpisuję, ale mama mieszkała w Niemczech (konkretnie w Dusseldorfie) a to znacznie ograniczało moje możliwości częstego widywania się. Raz, że koszty wypadów weekendowych nie były małe.  Dwa, że pracowałem a to znacznie ograniczało moje możliwości.

Jedna z moich licznych wizyt w Dusseldorfie

Jedna z moich licznych wizyt w Dusseldorfie

Rok 2010 miał być tym wyjątkowym.

Mama niedawno skończyła 60 lat, jej mąż właśnie świętował 55 lat a dodatkowo świętowali 15 rocznicę ślubu. Taka okazja zainspirowała mnie do wysłania ich na wymarzoną podróż – rejs po Nilu w Egipcie. Dwa tygodnie wakacji (nie mieli ich chyba od 10 lat) – prawdziwych z hotelem, plażą i wszystkim o czym tylko pomyślą.

W Egipcie - podróż marzeń

W Egipcie – podróż marzeń

Wrócili szczęśliwi i pełni energii. Z mocnym postanowieniem, że teraz więcej będą stawiać na podróże, zwiedzanie świata, dbanie o siebie i odpoczywanie.

Moja mama zawsze chciała podróżować

Moja mama zawsze chciała podróżować

W tym szale endorfin od razu podłapałem klimat i podpuściłem ich na kolejny wyjazd, jeszcze w tym samym roku. I chociaż mama miała lekkie opory, że za szybko, za drogo – użyłem ostatecznego argumentu (jaki ona sama często używała w stosunku do mnie): raz się żyje, a pieniądze rzecz nabyta – damy radę.

Akurat trafiłem na fantastyczną promocję LOT na rejsy do Rzymu po 350zł.

Czy jakoś tak. Oczywiście kupiłem dwa bilety (bo na więcej promocja nie puszczała) i okazało się, że 3 bilet to już za regularną cenę – BOOM.

W Rzymie - kolejne marzenie z listy

W Rzymie – kolejne marzenie z listy

Na szczęście WIZZ AIR miał loty w tych samych dniach i prawie godzinach, więc problem rozwiązałem dość szybko.

Nauczka na przyszłość – nie kupować biletów po alkoholu!!!

W okresie pomiędzy lutym a lipcem widywałem się z mamą kilka razy (raz w Niemczech, raz w Polsce) niby wszystko było ok, każde zwierzało się z tego co mu na sercu leży.

Czułem, że nie była do końca szczęśliwa w obcym kraju, coś się w niej zaczęło zmieniać, ale nie wiedziałem jeszcze co?

Jakoś tak przez przypadek w lipcu, przed wyjazdem do Rzymu, była w Świdnicy przeprowadzana akcja badań mammograficznych. Wspomniałem o tym mamie i zapytałem od razu, kiedy badała się ostatni raz? Jakoś tak dziwnie owinęła kota ogonem, pozostawiając mnie z moim pytaniem samego.

W Koloseum

W Koloseum

Ale żeby nie było, że będę za chwilę ciągnął temat, na odchodne usłyszałem: myślę o zrobieniu sobie dodatkowych badań, ale po powrocie z Rzymu i raczej bliżej Świąt Bożego Narodzenia – jak na dłużej przyjadę do Polski.

Rzym był cudowny. Mama prosiła o hotel w miarę blisko metra, robiła w trakcie spacerów częste przystanki, jakoś tak była bardziej zmęczona, może nawet trochę schudła. A może mi się tylko tak zdawało.

Po powrocie z Włoch, nie było już kolejnego planowania. Każde poszło w swoją stronę.

Ja wyjechałem na Kubę, mama wróciła do Niemiec.

Rodzice żyli swoim własnym rytmem w Niemczech

Rodzice żyli swoim własnym rytmem w Niemczech

W listopadzie, tradycyjnie przy wszystkich świętych planowałem z mamą coroczna moją wizytę u nich przed Świętami, żeby połazić po Weihnachtfests na Alt Stadzie w Dusseldorfie. Uwielbialem ten jarmark, atmosferę jaką Niemcy potrafią stworzyć dla czucia magii świąt.

Mama coś nawet nieśmiało zaproponowała, żebym może przyleciał wcześniej a wrócimy razem samochodem, bo boi się jak ojczym prowadzi auto, że stresuje się jak z nim jeździ a ma już wystarczająco stresu na głowie.

Ostatni wspólny jarmark bożonarodzeniowy

Ostatni wspólny jarmark bożonarodzeniowy

Cokolwiek to miało znaczyć, jak zawsze wypowiedź była bardzo zawoalowana i nie do końca dało się odczytać  sens jej przekazu, a jakiekolwiek próby podejmowania, ciągnięcia tematu były, krótko mówiąc, ucinane przy samej dupie.

Gdy na dwa tygodnie przed świętami wylądowałem na międzynarodowym lotnisku w Dusseldorfie, czekała na mnie – uśmiechnięta, tuliliśmy się do siebie jakbyśmy nie widzieli się całe lata świetlne. Wtedy po raz pierwszy zauważyłem, że jest masakrycznie chuda, i już wiedziałem, że coś jest nie tak.

Ale mama jak to mama, lwica, tygrysica do końca w swojej roli opiekunki swoich dzieci, nie chciała nikogo martwić swoimi problemami, a z drugiej strony bardzo ochoczo włączała się w ratowanie i zbawianie świata, przyjmując na klatę problemy innych.

Julek w podróży

Wtedy padło pierwsze, dla mnie jeszcze wtedy dziwnie brzmiące zdanie: Ja już tutaj nigdy nie przyjadę, wyjeżdżam do Polski bezpowrotnie.

Gdy chciałem pociągnąć temat dalej, tradycyjnie unikała rozmów. Milczała i się uśmiechała, mówiąc, że wszystko będzie dobrze.

Słabła w oczach. Na tydzień przed świętami już wyjście na dwór czy do sklepu było mało realne, wizyty u lekarzy utwierdziły nas w podejrzeniach, że jest bardzo źle.

Walczymy z chorobą 21 wieku – rakiem w stadium bardzo zaawansowanym. Jak grom z jasnego nieba uderzyła w nas informacja paraliżując nas na maksa.

Ja wtedy byłem już mocno pokiereszowany. Rozleciało się moje życie prywatne, poddałem się i dałem za wygraną w związku. Święta malowały się nad wyraz smutno.

Mama codziennie chodziła na jakieś badania, każdy z rodziny angażował się jak mógł i na ile był w stanie coś pomóc.

Dzięki intensywnym namowom mamy poleciałem do Egiptu - wyjazd ten zmienił moje życie

Dzięki intensywnym namowom mamy poleciałem do Egiptu – wyjazd ten zmienił moje życie

Sylwestra miałem spędzić tym razem ja w Egipcie na rejsie po Nilu. Analogicznie jak rok wcześniej rodzice, koło się zamknęło.

Nie chciałem jechać, ale mama powiedziała, że nie wybaczy sobie tego nigdy jeżeli zrezygnuję z wyjazdu.

Mam być twardy i wsiąść do tego samolotu i dobrze się bawić, poznawać ludzi, odkrywać nieznane zakątki a potem wrócić i jej o wszystkim opowiedzieć. Bo ona uwielbiała podróżować ze mną. Obserwować moimi oczyma i słuchać opowieści z każdej nowej przygody.

Pamiętam do dziś moje rozdarcie w hali odlotów. Ze łzami w oczach szarpałem się przed odprawą bezpieczeństwa. Lecieć nie lecieć??? A jak nie zdążę wrócić, jak nie polecę mama będzie zła i się obwini to jej nie pomoże, a jak polecę i się coś wydarzy?? INSHALLAH – jak bóg zechce!!!

Nigdy nie wiesz kogo spotkasz na swojej drodze - ja spotkałem dwa aniołki, które do dziś ze mną latają po świecie

Nigdy nie wiesz kogo spotkasz na swojej drodze – ja spotkałem dwa aniołki, które do dziś ze mną latają po świecie

Mój czuwający stróż, kochana mama,  wiedział co robi wysyłając mnie na ten wyjazd.

Poznałem masę cudownych ludzi, powstały nowe przyjaźnie. Tak jakby ktoś zesłał mi tych obcych – wtedy towarzyszy, aby na przestrzeni lat stali się powiernikami i w jakiś sposób uczestniczyli w moim życiu.

Po powrocie z Egiptu dni mijały bardzo szybko, każdy wnosił kolejne nadzieje i rozczarowania, stan mamy się pogarszał. Gdy na święta była w stanie się jeszcze sama poruszać, już w połowie stycznia, miała problem ze wstawaniem z łóżka i samodzielnym oddychaniem.

Pierwsza chemia ….

i jedyna, bo organizm nie wytrzymał siły uderzeniowej.

Jak tsunami choroba przeleciała przez nasze życie pozostawiając po sobie chaos i zniszczenie.

Mama odeszła 7 lutego w poniedziałek, tuż po 17. Widziałem moment w którym już do niej dotarło co się dzieje, moment w którym powiedziała dość już czas.

Leżała na łóżku z kołami i tak wieźli ją do windy – gdy drzwi się zamknęły ruszyła w swoją ostatnią podróż. Widna zabrała ją do nieba.

Julek w podróży

Data wpisu by Julek in Afryka, Niemcy, Polska, Rzym, Wędrówki Umysłu, Wszystkie, Zapiski

About Julek

Jestem podróżnikiem, trochę marzycielem. Ścigam się z czasem, aby za życia zwiedzić jak najwięcej. Tworzę swoją własną historię. Przyłącz się.

  • Elisabeth

    Nic dodać,nic ująć.Twoja mama była dla mnie przyjaciółką,powiernikiem i kompanem na niedzielne spacery po Dusseldorfie lub wyjazdy w okolice.Jej odejście było dla mnie szokujące i niezrozumiałe.

    • Elu cudowne wspomnienie :-) dziękuję za piękna fotkę. Szok pozostanie jeszcze długo a niezrozumienie pozostanie na zawsze tajemnicą

  • Szczerze długo się szykowałem, by coś napisać. Nie wiele mogę napisać. Podziwiam Twoją odwagę i moim zdaniem miałeś to szczęście, że miałeś dobry kontakt ze swoją Mamą.

    • Dziękuję :-) Dopóki jest siła i możliwość wspominania trzeba to robić. Dopóki żyje pamięć, człowiek nie odchodzi. Egipcjanie wierzyli, że wypowiedzenie imienia zmarłego przywraca go do nas – więc oby jak najczęściej wspominać

Translate »