Madryt Wielkanoc i kradzież portfela

Madryt kolejna odsłona

Madryt kolejna odsłona

Madryt mnie przyciąga. Kolejna już wizyta miała być wyjątkową z uwagi na święta wielkanocne.

Miała być i była, ale…

Plan idealny każdego podróżnika to zwiedzić jak najwięcej, odkryć coś nowego, może wrócić do miejsc, które szczególnie zapadły w pamięć.

Madryt ma mnóstwo takich miejsc. Ja upodobałem sobie Plaza Puerta del Sol i w tej okolicy przy okazji, gdy tam jestem szukam noclegów.

Madryt i jego symbol - wyjątkowo bez turystów wkoło

Madryt i jego symbol – wyjątkowo bez turystów wkoło

Calle de la Cruz, Calle de la Victoria – to na tych ulicach Madryt mnie gości. Wszędzie blisko i nawet specjalnie nie ma potrzeby korzystać z transportu publicznego. Chyba, że ktoś nie lubi za dużo chodzić.

Na wspomnianej calle de la Victoria mam miejscówkę w hostel Matheu . Co mi więcej potrzeba?? Czysto, w centrum, nie za drogo i chyba właśnie o to chodzi.

Madryt dzień pierwszy – skimming i zakończenie dnia z przytupem

Już w pokojach szykujemy się na pierwsze wyjście na miasto i ..:

  •  Hej co się dzieje?? pytam
  • Mam telefon z banku – słyszę – podejrzane transakcje na Filipinach i podejrzenie skimmingu!!!
  • Że co? Ale jak, gdzie, kiedy?? Kiedy używałaś tej karty ostatnio??
  • No nie pamiętam, chyba na lotnisku, albo wczoraj – no nie pamiętam dokładnie.
  • I co mówią??
  • Podejrzenie jest, złapali dwie transakcje jedna po drugiej na 690 i 890 zł. na szczęście nie doszły do skutku. Muszą zablokować kartę.
  • To blokuj – mówię
  • Właśnie to robię, tyle że to trwa i trwa.

Na szczęście po jakiś 20 minutach, karta zostaje zablokowana.

Ubożsi o jedną kartę ruszamy w miasto – Madryt nas przywitał, choć to nie jego wina.

Madryt - Mercado de San Miguel

Madryt – Mercado de San Miguel

Moim odkryciem na posiłek staje się Mercado de San Miguel. Cudowne miejsce. Z zewnątrz oszklona, wewnątrz zapierająca dech hala targowa, tyle że zamiast tradycyjnych straganów, kilkadziesiąt stoisk z ofertą typu tapas. Co kto lubi, albo gdzie przyciągnie Ciebie wzrok.

Ceny od 1 EUR za sztukę, bo można i na sztuki i na zestawy kupować. Do tego lampka wina i szybki posiłek gotowy.

Madryt - pierwszy posiłek

Madryt – pierwszy posiłek

Dociera też do mnie, że dziś jest Wielki Czwartek.

  • Ciekawe jak tutaj obchodzą Święta?

Znowu wychodzi moje nieprzygotowanie. Coś ostatnio za dużo tych wyjazdów „na żywioł”, ale tak mi jest wygodniej i ciekawiej. Nie planować wszystkiego.

Mercado de San Miguel

Mercado de San Miguel

Obchodzą i to jak!! Ale o tym później.

Wieczór kończymy w pobliskiej małej tawernie. Cel jest prosty napić się dobrego wina, zjeść małe tapas i zaplanować kolejny dzień.

Wieczór kończy się spektakularnie:

  • O matko!! – – widzicie co ten facet robi
  • Co gdzie – pytam – bo nie wiem, gdzie mam się patrzeć
  • No tam w rogu, facet wstał od stołu i zaczął wymiotować na środek lokalu praktycznie

Nie wiem, czy się zatruł, czy mu coś zaszkodziło, ale dość szybko ekipa posprzątała, robiąc też sprytnie zamieszanie wokół nieszczęśnika, aby reszta gości nie zauważyła co się dzieje.

Tutaj mieliśmy zakończenie efektowne pierwszego dnia

Tutaj mieliśmy zakończenie efektowne pierwszego dnia

Takiego zakończenie pierwszego dnia się nie spodziewałem.

Madryt dzień drugi – work, work, work

Ok. Przyznaję, jestem pracusiem i kocham to co robię. Nie muszę i nie będę się rozpisywał za wiele. To był wyjazd weekendowy a nie typowy urlop.

Telefon jeszcze przed południem, że coś tam się zadziało w pracy. No to ja, jak to ja od razu zaczynam działać – no już tak mam i przepraszać nikogo nie będę.

Palazzo Real

Palazzo Real

Telefon jeden, drugi, odpalam maile, rozsyłam zapytania byle by tylko zdążyć. No jak się zobowiązałem do czegoś, biorę odpowiedzialność i działam.

Nawet się nie obejrzałem a jakoś tak praktycznie zleciało pół dnia.

Inny typ wsparcia, bo spacerując ulicami miasta Madryt i wystawiając twarz do słońca. Można podziwiać i odkrywać.

Świątynia Debod

Świątynia Debod

Docieram pod Palazzo Real, w końcu pierwszy raz do świątyni Debod – magicznego miejsca w centrum Madrytu, gdzie została umiejscowiona cała świątynia z Egiptu, uratowana przed zniszczeniem podczas budowy Tamy Asuańskiej, cykam sobie fotkę z Don Kichotem i jego wiernym giermkiem.

Fotka z Don Kichotem musi być

Fotka z Don Kichotem musi być

A właśnie przy Palazzo Real jest fenomenalna Restaurante La Mi Venta, byłem tam drugi raz i znowu mnie zaskoczyli jakością, pysznymi daniami i fenomenalną obsługą.

Restaurante La Mi Venta

Restaurante La Mi Venta

Restaurante La Mi Venta

Restaurante La Mi Venta

Koniecznie tutaj zaglądnijcie.

Gran Via przypomina mi NYC do którego niedługo się wybieram

Gran Via przypomina mi NYC do którego niedługo się wybieram

Na koniec drugiego dnia spacerkiem przez Gran Via zmierzamy do słynnego PRIMARK – wielkiego centrum handlowego, obleganego przez tabuny mieszkańców miasta Madryt jak i liczną rzeszę turystów.

Mnie najbardziej zaskoczyły pełne kosze ciuchów. Jakby jakaś wyprzedaż była. Faktycznie ceny niskie, ale i jakość tych rzeczy zbliżona do wyceny na metkach.

Primark

Primark

Same wnętrza robią wrażenie i dla architektury warto wejść do środka.

Wieczorem zaglądamy do chyba mojego ulubionego miejsca El Diario de Huertas przy Calle de Las Huertas, 69. Pisałem już o tym miejscu i więcej możecie przeczytać tutaj

Best food ever

Best food ever

Najlepsze kanapki w mieście!!!

Wracając późnym wieczorem ciemnymi uliczkami Madryt u, gdzieś z dala zaczynają dobiegać mnie dźwięki uderzeń bębnów.

Zaciekawiony przyspieszam, podejrzewając co za tym dźwiękiem może się kryć.

Nagle zza rogu wpadam na ustawionych, zakapturzonych krzyżowców!!!!

Można się przestraszyć. Sami stwierdźcie

Można się przestraszyć

Można się przestraszyć

Tak właśnie w Madrycie w Wielki Piątek celebruje się to wyjątkowe wydarzenie. Procesja przechodzi przez całe miasto – a może jest ich więcej niż jedna – i oznajmia mieszkańcom co właśnie się stało.

Nocna procesja

Nocna procesja

Na mnie zrobiło to niesamowite wrażenie.

Dzień trzeci – jedziemy do Toledo

A przynajmniej taki jest plan, że opuszczamy na jeden dzień Madryt.

Pobudka poranna, szybkie śniadanie i biegusiem na stację Atocha – bo najszybciej do Toledo oddalonego jakieś 70 km, dojedziemy pociągiem.

Atocha słynie z pięknego ogrodu botanicznego wewnątrz stacji

Atocha słynie z pięknego ogrodu botanicznego wewnątrz stacji

  • Dzień dobry, poproszę 4 bilety do Toledo
  • Nie ma biletów do Toledo
  • A na kolejny pociąg?? pytam
  • Też nie ma – odpowiada pani w kasie – wszystkie bilety sprzedane i może na jutro coś będzie
  • A to poproszę 4 bilety na jutro – uśmiecham się i wyczekuję
  • Ja sprzedaje bilety tylko na dziś – słyszę – na jutro trzeba do innej kasy albo do automatu

Ok. słuchajcie nie ma na dziś biletów, nie jedziemy do Toledo. Oświadczam grupie.

Możemy próbować kupić na jutro.

Kupujemy i wracamy odkrywać Madryt.

Pałac kryształowy w Retiro

Pałac kryształowy w Retiro

Park Retiro z pomnikiem upadłego anioła zwanym też pomnikiem szatana (podobno jedynym na świecie) oraz basenem wodnym z pomnikiem Alfonsa XII w tle (najczęściej wykorzystywany motyw w filmach hiszpańskich coś jak Central Park w Nowym Jorku)

Przepiękny pokaz tańca na ulicy

Przepiękny pokaz tańca na ulicy

  • A kiedy pójdziemy na flamenco??
  • No możemy iść dziś, jutro, chociaż jak jutro mamy jechać do Toledo, to lepiej dziś za długo nie siedzieć w knajpie.

Jeszcze nie skończyliśmy dialogu i mamy swoje flamenco w parku Retiro:

Tłum, który się zebrał jest idealnym miejscem dla kieszonkowców i bardzo trzeba uważać, aby nie zostać okradzionym.

Flamenco taniec magiczny

Flamenco taniec magiczny

My się pilnujemy.

Popołudnie poświęcamy na odkrywanie absolutnie mi nie znanej Chuecki – dzielnicy Madrytu znanej z licznych butików projektantów mody, wąskich uliczek, kawiarenek, pubów i barów gejowskich.

Chueca

Chueca

Jednym z absolutnych pomysłów jaki widziałem w jednym z pubów było zrobienie w podziemiach plaży!!! A zamiast stołów i krzeseł – maty i pufy. Świetny patent.

Wracając już na Puerta del Sol trafiamy na kolejną, jeszcze bardziej spektakularną procesję niż ta wczorajsza (chociaż nadal mam wątpliwości).

Kolejna procesja

Kolejna procesja

Wśród licznych zakapturzonych krzyżowców jedna grupa na swych barkach niesie platformę z ciałem Jezusa, na drugiej, dużo większej Maryja opłakująca śmierć syna.

Do tego orkiestra i tłum turystów i przechodniów.

Przepiękny zwyczaj

Przepiękny zwyczaj

Robi wrażenie i oczywiście trzeba uważać, bo kolejna okazja dla kieszonkowców.

Madryt dzień czwarty – kradzież

O samym wyjeździe do Toledo napiszę oddzielnie.

Teraz zacznę od Atocha i naszego powrotu do Madryt u.

Tym razem wsiedliśmy do pociągu

Tym razem wsiedliśmy do pociągu

Wychodzimy uradowani ze stacji i już na przejściu dla pieszych jesteśmy światkami zamieszania.

Dwie starsze Azjatki, przechodzące z walizkami przez przejście szamocą się z tymi walizkami na wysokim krawężniku a w tym czasie dwóch mężczyzn próbuje jednej z nich odciąć torebkę.

Ta szybko się orientuje i zaczyna na niego krzyczeć.

Chłopaki uciekają.

  • Widzieliście to – słyszę od mojej „mamuśki”  – próbowali ją okraść
  • Nie nic nie widziałem, kto co?? pytam
  • No tam – podążam za palcem i widzę uciekających dwóch gości

Odruchowo łapiemy się za torby i każdy sprawdza czy ma swój portfel.

Wszystko na miejscu, więc zadowoleni ruszamy na kolację. Po dojściu do El Diario de Huertas (wspominanej już wcześniej) „mamuśka” stwierdza, że nie ma portfela!!!

Najpierw myślimy, że żartuje, ale widząc jej przerażenie w oczach dociera do nas, że to się dzieje na prawdę!

Pierwszy raz mamy taką sytuację a jutro wracamy do Polski. Tylko jak wrócimy skoro nie mamy portfela w którym był dowód osobisty??

Czy wpuszczą ją na pokład samolotu??

Szybko dzielimy się robotą.

Ja postanawiam przejść całą trasę do stacji. Gdzieś kiedyś słyszałem, że złodziej szybko pozbywa się dowodów. A właśnie podczas mojej ostatniej wizyty w Rzymie z rodzicami okradli przecież ojca. W metrze wyjęli mu portfel, który po chwili znaleźliśmy na ziemi. Niestety bez kasy, na szczęście z dokumentami.

Tutaj mieliśmy mniej szczęścia. Zaglądnąłem w każdą czeluść, do każdego śmietnika i nic.

Obok restauracji znajduje się posterunek policji tak trzeba zgłosić kradzież. Dzwonimy też na info linię LOT, ale tam pomocy żadnej nie uzyskujemy. A nie przepraszam.

Po przekazaniu informacji, że nie mamy dokumentu, pani na infolinii uprzejmie podpowiedziała, aby skorzystać z innego dokumentu, a gdy po trzecim wyjaśnieniu dotarło do niej, że go nie mamy zaproponowała, aby sobie wyrobić nowy.

Świetna podpowiedź i jakże praktyczna.

Gdy reszta grupy zgłasza kradzież na policji ja dzwonię do Ambasady.

To była najszybsza rzecz jaka mi przyszła do głowy.

Na stronie ambasady, konsulatu jest zawsze podany dyżurny numer awaryjny i na niego właśnie dzwonię.

Gdy mija 4 sygnał zaczynam tracić nadzieję, gdy wtem jest.

Po krótkim wyjaśnieniu sprawy mam dwie opcje:

  1. Ryzykować z zaświadczeniem z policji i boarding card i jechać na lotnisko
  2. Rozpocząć procedurę wyrobienia tymczasowego dokumentu

Jest Wielkanoc, godzina 20.00 a my jesteśmy w centrum Madryt City. Pan konsul, niezwykle uprzejmy proponuje abyśmy przyjechali do konsulatu. Trzeba tylko wyrobić dwa zdjęcia (biegniemy na stację Atocha, bo tylko tam jest najbliższy, wg. nas automat do zdjęć) wypłacić 40 EUR i dotrzeć na 21.30 do konsulatu.

Cała procedura w konsulacie trwa około 40 minut, obsługujący nas konsul jest miły, uprzejmy, empatyczny i bardzo pomocny.

Szczęśliwy finał - a o królikach skąd się wzięły z nami napiszę oddzielnie

Szczęśliwy finał – a o królikach skąd się wzięły z nami napiszę oddzielnie

Koniec końców wychodzimy z nowiutkim tymczasowym paszportem.

Nauczka z tego wyjazdu aby trzymać torby, plecaki zawsze z przodu. Mieć ksero dowodu, paszportu zawsze przy sobie i trzymać w innym miejscu (np. w walizce) – to przyspiesza potencjalne procedury, bardzo uważać zwłaszcza w dużym zagęszczeniu tłumu (złodziej robi tzw. podstawki i prawdopodobnie ta którą widzieliśmy była prowokacją). Nie brać dokumentów, kart płatniczych, które na wyjeździe się nie przydadzą, rozdzielać pieniądze w kilka miejsc (to dywersyfikuje potencjalne ryzyko utraty całości kasy).

Madryt dzień piąty – powrót

Jako epilog dopełniający ciąg zdarzeń tego wyjazdu napiszę tylko, że nasz powrotny samolot był opóźniony tylko o godzinę a w trakcie lądowania jeden z pasażerów był tak pijany, że zaczął zaczepiać innych pasażerów a nawet ich lekko uderzać. Skończyło się na naszej interwencji, ostrej reprymendzie i wezwaniu personelu pokładowego na pomoc.

Wierzę, że tym jednym wyjazdem wyczerpałem limit ciągu wypadków na kolejnych kilka lat.

Data wpisu by Julek in Jedzeniowo, Jump for a weekend, Madryt, Wędrówki Umysłu, Wszystkie, Zapiski

About Julek

Jestem podróżnikiem, trochę marzycielem. Ścigam się z czasem, aby za życia zwiedzić jak najwięcej. Tworzę swoją własną historię. Przyłącz się.

  • Beata

    Historię z kradzieżą nie tylko portfela, ale również całego sprzętu fotograficznego przeżyłam osobiście w Barcelonie. Nieco to wpłynęło na wizerunek tego miasta w moich oczach. Na razie zostaję w Beskidzie śląskim http://beskid.bielsko.pl/

    • Współczuję bardzo. Dla podróżnika i blogera to chyba największa strata. W Barcelonie skończyło się na poczuciu czyjejś ręki w mojej kieszeni. W Rzymie w metrze ukradli portfel ojcu, przy mnie – to zawsze jest ułamek sekundy

  • Pingback: Lublana kolejna stolica na mojej liście. - Julek w podróży | Julek w podróży()

Translate »