Kartka z podróży. Czyli jak nas mafia w Wietnamie oskubała!!!!

Wietnam 2011. Najpopularniejszy środek transportu.

Kartka z podróży czyli wspomnienie z wyjazdu. Gdzieś w Wietnamie na trasie z HUE do MUI NE z przesiadką w NA TRANG. Czyli spotkanie z lokalną mafią.

Na początek należy napisać, że na terenie Wietnamu nasze telefony komórkowe słabo się sprawdzają.

Dzwonić w zasadzie nie można a sms- y z opóźnieniem albo wcale nie dochodzą.

W trakcie tej podróży ze znajomymi na jeden dzień musieliśmy się rozdzielić. Koleżanki dzień wcześniej ruszyły w dalszą trasę a my zostaliśmy jeden dzień dłużej w HUE. (no skoro jesteśmy w słynnym mieście krawców trzeba było zamówienia na garderobę szytą na miarę złożyć a na to potrzebny jest czas – ale nie o tym)

Pojawia się pędzący Wietnamczyk na motorynce i z uśmiechem oświadcza, że o to on na swym mechanicznym rumaku przewiezie nasze księżniczki. Najpierw kierowca, potem olbrzymia walizka na koniec pasażer. (taki standardowy set w Wietnamie). I pojechali… dokąd tego na razie nie wiem.

Wyobraźnia zaczyna pracować z chwilą, gdy powinny już jechać w autobusie. Czy dobrze zrobiliśmy, puszczając dwie dziewczyny same w trasę? Czy sobie poradzą? Czy ich nie porwą? itd.

Wietnam 2011. Autobus dalekobieżny dla turystów i nie tylko.

(Dzięki zachowanym sms z tej podróży powstał taki oto obrazek)

Pierwszy sms

T: (21:27) mam nadzieję, że jedziecie i nie trzeba Was ratować?

A: (04:50) oj jedziemy … pytanie gdzie :-) komfort słaby, ale nagroda przed nami…

A: (06:01) no dobra kilka cennych wskazówek. Nie kładźcie się na dole, bo na podłodze pełno lokalesów ( nie ma szans na dojście do toalety) najlepsze miejsca gdzieś pod oknem.

T: (10:02) czekamy na odbiór 12 koszulek zamiast garnituru, trzymajcie się tam i nie spalcie na słońcu za bardzo bez nas.

A (11:26) a teraz mniej śmiesznie.. w NA TRANG nie zaakceptowali naszych biletów na dalszą podróż. Jak to samo się wydarzy grzecznie kupujcie bilety po 10 USD,  nie awanturujcie się (tutaj próbowali i doszło do bójki) nie szamotać się. Resztę dopowiemy jak przyjedziecie. Jeśli Wam się uda, to idźcie do biura i wyjaśnijcie. (byliśmy, pan nam wyjaśnił, że koleżanki stawiły się na złym przystanku i stąd nieporozumienie – nadmienię, że ten sam pan dzień wcześniej narysował nam, gdzie mamy się dokładnie stawić na przesiadkę) Bilety nam zabrali, więc nie ma podstawy do reklamacji. Nie ma czasu na znalezienie biura podczas przesiadki. Spotkaliśmy innych turystów w tej samej sytuacji.

T (13:36) dzięki za wskazówki, idziemy do biura się kłócić (w biurze chyba nie przewidzieli, że się rozdzielamy, wykpili się całą sprawą, ale już tym razem dokładnie wypisali jak dotrzeć na przystanek przesiadkowy – sprawdziło się)

A (17:28) dotarłyśmy, jak dacie radę kupcie alkohol po drodze, oddamy pieniążki

Ja pitole, chyba szybko im stres puścił. Gdzie ja w nocy w Wietnamie alkohol kupię?

T (11:19) Mamy 5 butelek wódki jakiejś, chyba bimber ryżowy. Coś jeszcze kupić?

C (11:46) Please kupcie rum, tequile plus cola, sprite bo my nie wódkowe jesteśmy a tutaj każdy drink 75 ptysi. (czyli bardzo drogo)

No tak zaczęło się kupcie to, kupcie tamto, a my niby skąd mamy wynaleźć takie specjały o 5 rano w mieście NA TRANG.

W oczekiwaniu na kolejny autobus podczas naszej przesiadki, zacząłem łazić po okolicy i o dziwo znalazłem sklep z alkoholem (wiara czyni cuda). Ale za rum najtaniej jakieś 100zł więc stwierdziłem że wódka wystarczy w zupełności. Tanio jakieś 15zł na flaszkę (ryżowy bimber po 6zł) i zdrowo (chyba).

Nasze tradycyjne zamówienie w hotelu. Wkładki mieliśmy swoje.

Bezpiecznie dojeżdżamy do przystanku końcowego . Życzliwy pan kierowca wysadza nas …. w szczerym polu i się żegna. FUCK do hotelu mamy jeszcze jakieś 20 km jak się okazało po dłuższej chwili. (dość szybko pojawia się pomoc w postaci sympatycznej rodzinki)

Ech wakacje :-) Jak to mój kolega mówi ahoj przygodo!! Chcieliśmy, dostaliśmy.

Wietnam 2011. MUI NE – przystanek, relaks.

Na każdym kroku chcą Ciebie wydymać – turysta to chodzący dolar.

Reasumując. Biuro w HUE było w zmowie z biurem w NA TRANG. A cały proceder polegał na przywożeniu pasażerów (podróżujących na raty), pod zły adres tegoż biura (w praktyce inne biuro już to mafijne). Prawidłowy autobus, gdzieś tam był, ale nikt na niego nie trafiał bo nie wiedział gdzie on jest. Podjeżdżał inny autobus w którym trzeba było na nowo kupić bilety. Jak ktoś się kłócił dostawał bana – dosłownie. I tak proceder się kręcił. My w zasadzie dzięki temu, że się rozdzieliliśmy uniknęliśmy losu naszych koleżanek.

I za to kocham wyjazdy na własną rękę.

Data wpisu by Julek in travel style, Wędrówki Umysłu, Wietnam, Zapiski

About Julek

Jestem podróżnikiem, trochę marzycielem. Ścigam się z czasem, aby za życia zwiedzić jak najwięcej. Tworzę swoją własną historię. Przyłącz się.

Translate »