Jak się nie poddałem w NYC

Nowy Jork maj 2014
Przypomniałem sobie jak rok temu stanąłem przed pewna górą. Wchodzić czy nie wchodzić? – oto jest pytanie…

Na pięknej wyspie Sri Lanka jest śliczna góra Sigirija. W wolnym tłumaczeniu „Lwia Skała” a na niej ruiny pałacu króla Kassapy.

Nieważne. Nie o tym kto tam sobie na tronie zasiadał.

Trzeba mieć niezłego świra, żeby na szczycie ociosanej skały mieszkanko sobie budować.

No, ale jak historia stara a świat, światem wielki, już niezłych czubków ta ziemia nosiła.

Za panowania tego króla, na szczyt tej góry prowadziło gigantyczne wejście wykute w skale ze schodami, więc problemu nie było. Dziś żeby zwiedzić to co tam pozostało trzeba wleźć po ażurowych, metalowych schodach przypiętych do boku skały (pisałem o tym 20.03.2014 „Strach ma wielkie oczy… „).

Jezusie te moje lęki przed takimi niestabilnymi konstrukcjami.

 

Pamiętam jak to szło.

Drep drep, schodek za schodkiem. Nie patrz w dół – kurwa Shrek ja w dół patrzę!!!

Już mam miękkie nogi, już się blokada włącza.

Jak to działa, ten nasz ludzki organizm, że go nie jesteśmy w stanie inaczej zaprogramować.

Już wata zamiast mięśni i się zesrało. Stoję w miejscu, bo ktoś przede mną zapragnął podziwiać jakiś pierdolony widok (fakt piękny był – doceniłem potem).

Musze mieć tempo, i nikt nie może mi przeszkadzać! Wtedy jakoś daję radę. Adrenalina 1000%. Wszedłem. Gościu jakiś podchodzi i pyta czy wszystko ok. Mam ochotę mu przypier… taki jestem nabuzowany.

Po co ja to pisze – zapytacie?

A no bo właśnie tamta konstrukcja w ilościach hurtowych dopadła mnie w NYC.

Gdzie się nie obejrzę, gdzie nie skręcę schody, metalowe konstrukcje przyczepione do budynków.

Tak, tak piękny widok, śliczny klimat, na szczęście nikt mi nie karze po nich wchodzić na górę ani w dół.

Nie zaprzeczę, że bez tych znanych konstrukcji na całym świecie, pewnie klimat tego miejsca byłby zupełnie inny, ale dlaczego akurat mnie musi to prześladować.

W mojej sypialni w Harlemie za oknem właśnie, są takie schody. Raz nie chciałem schodzić na parter żeby fajkę zapalić.

 

No to sobie pomyślałem, przejdę przez okno (jak w filmach), stanę na tych prętach i już.

Jedna noga przez okno, druga noga przez okno i stoję!!!

 

Jezusie – stoję na tym metalowym potworze, kręci mi się w głowie. Jaki ja durny jestem – myślę – nałóg zwyciężył chwilowo z lękiem.

Dwa machy i spadam do domu. Może to jest metoda na rzucenie palenia?

Zdecydowanie wolę podziwiać z dołu te schodki niż po nich wchodzić.

Za drugim razem spaliłem całego papierosa i nawet postałem sobie pewniej na tych metalach.

Grunt to walczyć z lękami i je pokonywać.

 

Data wpisu by Julek in Nowy Jork

About Julek

Jestem podróżnikiem, trochę marzycielem. Ścigam się z czasem, aby za życia zwiedzić jak najwięcej. Tworzę swoją własną historię. Przyłącz się.

Translate »