Jak ktoś nie ma WISH LIST-y z marzeniami, dużo traci i żyje bez celu!!!

Życie nas nie rozpieszcza to dogadzajmy sobie sami!!! Raz można chyba można poczuć się jak król albo prezydent!!!

 


– Cześć, słuchaj nie uwierzysz!! Firma wysyła mnie do Meksyku – mówi kumpel do mnie.

A mnie już się oczy świecą na samą myśl o takim wypadzie.

Niektórym to dobrze. Firmy dbają o nich, wysyłają w podróże zagraniczne, doceniają gadżetami, super premiami.


A innym wiatr w oczy i jawny wyzysk!!

Prosisz się o dzień wolny, na premię nie masz co liczyć, samochód szczyt marzeń, o jakimś szkoleniu czy delegacji można zapomnieć (tylko dla najlepszych – słyszysz, i jak już to po kosztach) – i ciesz się z tego co masz – inni mają gorzej! Też mi kurwa motywacja!!!

Uwielbiam takie pierdolety – zwłaszcza z ust szefów, którzy jaj nie mają, a każda sugestia jest banowana – bo góra nie wyraziła zgody!

Jaka kurwa góra?? – pytam grzecznie

To po co Ty tutaj jesteś?? – a zresztą olać to!!!

Było minęło – czas się porozpieszczać.

– A mogę lecieć z Tobą? – pytam – zawsze marzyłem o Meksyku, a nie mogłem znaleźć chętnych, a skoro jest okazja to bym się podłączył.

– No w sumie możesz – słyszę

– Yes, Yes – już krzyczę z radości.

– Tylko bilet sobie kupić musisz sam – dopowiada

– A spoko, spoko – a jakimi liniami? – bo wiem, że niektóre firmy mają preferencje co do konkretnych dostawców usług.

– Dopytam – słyszę.

Okazuje się, że może być Lufthansa – co już jest dla mnie plusem.

Minus jest taki, że kolo leci biznes klasą – a to wydatek masakryczny dla mnie.

Najwyżej będziemy w różnych częściach samolotu

Ale, ale !!
Momencik – przecież ja mam kartę „Miles and More” i od lat gromadzę tam punkty za każdy lot (a było tego przecież od cholery i jeszcze trochę)

No dobrze loguje się do systemu, sprawdzam ile mam tych punktów i dodatkowo dostępność lotów do Meksyku w biznes klasie.

Kurcze, już na samą myśl o tym ciarki mam na plecach.

To byłoby fantastyczne.

Dwa marzenia z mojej, mozolnie tworzonej WISH LIST, za jednym zamachem. I to jeszcze w nadchodzące urodziny.

Tyle szczęścia na raz.

Mam lot, mieszczę się w punktach!!!!

Dzwonię do kolegi – podaję mu numery lotów.

Pytam  – czy mam kupować?

– Kupuj – słyszę.

I po chwili staję się posiadaczem mojego pierwszego, transatlantyckiego biletu w klasie biznes do Meksyku.

Gdy przychodzi dzień odlotu – jestem jak małe dziecko czekające na pierwszą gwiazdkę w wigilię, żeby się rzucić pod choinkę i wyjmować prezenty.

Miejsca mamy na pierwszym piętrze samolotu (sam wybierałem, zresztą na wszystkie moje i znajomych podróże, ja wchodzę w systemy rezerwacji i zmieniam nam siedzenia i posiłki – bo wiem jak) – lecimy najnowszym Boeingiem 747-8 Intercontinental.

Co mnie czeka, jak będzie wyglądał lot?

Mam się już wkrótce o tym przekonać.

Na bogato, faktycznie luksusowo, szerokie wygodne fotele – rozkładane do pozycji leżącej. Duży ekran telewizora.

Mnóstwo gadżetów (saszetka z kosmetykami, stopery do uszu, jakieś skarpetki, grzebień opaska na oczy – już nie pamiętam co jeszcze), takie po pierdółki, ale jakie fajne.

No jest różnica w porównaniu do ekonomicznej.

Serwowane dania (nie w boxie jak w ekonomicznej, chociaż w SINGAPORE AIRLINES nawet w couchu jest luksusowo – kiedyś o tym napiszę) w kolejności – najpierw przystawka, następnie danie główne, deser.

Cały czas alkohole z wyższej półki. Szampan na dzień dobry przed startem.

No sporo tego.

Lot cudowny, a najważniejsze, że po tylu godzinach w samolocie nie mam spuchniętych nóg, jestem wyspany. Ba! Nawet nie czuję JET LEG – u.

A to już dużo.

No fajnie byłoby tak podróżować za każdym razem.

Kiedyś będę – taki mam cel i nie odejdę od niego.

Na razie skupiam się na Meksyku i tym co mnie tutaj czeka.

Data wpisu by Julek in Lifestyle, Wędrówki Umysłu

About Julek

Jestem podróżnikiem, trochę marzycielem. Ścigam się z czasem, aby za życia zwiedzić jak najwięcej. Tworzę swoją własną historię. Przyłącz się.

Translate »