Chiczarron, chiczarron – to mnie przerasta w Meksyku, ale próbuję…

Człowiek jest w stanie zjeść jednak wszystko!!!!

 

Też mógłbym tak zacząć, tylko po hiszpańsku i raczej nie nasze warzywa, które znamy a bardziej egzotyczne.

Koleżanka zabiera mnie na typowe meksykańskie targowisko.

Uwielbiam takie miejsca jak  to w Choluli. Zacznę od tego, że sam w życiu bym tutaj nie trafił. Nie jest to bowiem miejsce na otwartej przestrzeni jak u nas w Polsce.

Idziemy ulicą, wśród kolorowych domków i nagle słyszę:

– To tu – i palcem pokazuje mi łukowe wejście

– Co, gdzie pytam? – że targ w sensie?

– No tak właśnie – słyszę

I widzę wejście jak do zwykłego sklepu spożywczego. W głowie sobie myślę, że jestem rozczarowany, ale grzecznie podążam dalej. I wchodzimy do środka.

Jak w bajce o „Alicji po drugiej stronie lustra” i tutaj ja odkrywam zupełnie inną krainę.

Wielka, zadaszona przestrzeń. Rzędami usytuowane są małe budki ze straganami a pomiędzy nimi siedzą przekupki handlujące warzywami i owocami.

Jesteśmy tutaj, aby zrobić zakupy pod przygotowywaną kolację z potraw typowo meksykańskich, ale ja tez zamierzam obkupić  się przyprawami (które uwielbiam zwozić z całego świata), odkryć trochę nowych smaków, popróbować itd.

Zaczynamy od miejsca, gdzie można kupić, każdy praktycznie rodzaj papryczek chilly. Dostaję oczopląsu, i już włącza się we mnie zakupoholizm. Chcę jak najwięcej nabyć, a że mam lot do domu w biznes klasie, limit bagażu mam duuużo większy niż normalnie przyjęty.

No to papryczki suszone – mam.

Idziemy dalej i widzę olbrzymie kadzie z jakąś dziwną substancją, w których pływają jakieś dziwne kawałki czegoś.

Pytam co to jest?

– Chicharron – słyszę

– No ok, ale co to konkretnie jest? – nie odpuszczam

– Największy przysmak w Meksyku – mówi koleżanka – takie chipsy, powstają ze skóry świńskiej!!!

– O a jak smakuje? – ciekawię się

– Jak smażona, świńska skóra, mnie osobiście nie podchodzi, ale spróbuj – dopowiada

Tak tez robię, łamię kawałek i do buzi – nawet, nawet, ale czy zostanę fanem – no nie wiem.

W smaku jak chips faktycznie, z mocnym, intensywnym posmakiem świńskiego mięsa i niestety projekcją w głowie, że je się skórę świni.

Proces produkcyjny jest długotrwały, śmierdzi na kilometr a efekt końcowy jest oszołamiający!!!

Kurczę – człowiek jest w stanie zjeść wszystko!!!! Dosłownie.

Na teście poprzestaję, ale kupujemy odrobinę tego „przysmaku” lokalnego na kolację- do zupy.

Odnajduję się za to rewelacyjnie na stoiskach z lokalnymi nabiałami. Biały, kozi ser faszerowany chilly lub kolendrą itd. to zdecydowanie moje typy na tutejsze śniadania.

Do tego mandarynki (pyszne i słodkie – takich jeszcze nigdy nie jadłem) plus awokado (tutaj tanie jak przysłowiowy barszcz)

Gdy w Polsce za sztukę płaci się od 2 zł w górę tutaj tyle także zapłacisz, ale za kilogram!!!!!

W ogóle jedzenie na takim targu jest MEGA tanie.

Inną atrakcją takich targowisk są jadłodajnie z lokalnymi przysmakami – jest pysznie, tanio, egzotycznie.

Ale o tym i innych potrawach kuchni meksykańskiej napiszę następnym razem.

Data wpisu by Julek in Meksyk

About Julek

Jestem podróżnikiem, trochę marzycielem. Ścigam się z czasem, aby za życia zwiedzić jak najwięcej. Tworzę swoją własną historię. Przyłącz się.

  • bagienny.net

    Przed spróbowaniem wolałbym nie wiedzieć co to ;]

  • teszek01

    Ja przeciwnie wolę wiedzieć co jem, ale i tak próbuję – już tak mam 😉

  • Ja też dostałam oczopląsu patrząc na te przysmaki 😉 Kulinaria w trakcie podróży – czasem niewiele wystarczy :)

    • Uwielbiam odkrywać smaki świata właśnie w taki sposób

Translate »