Buraki, ol inklusiw i nowi przyjaciele!! Jak Egipt zmienił moje postrzeganie otoczenia.

Świątynia Abu Simbel

Świątynia Abu Simbel

To było jakoś 29 lub 30 grudnia 2010 roku.

Tak sobie wymyśliłem, żeby polecieć ponownie do Egiptu, ale tym razem na rejs po Nilu.

Egipt przyciąga rzesze turystów, jest lub był jedną z ulubionych destynacji Polaków. Zapewne ze względu na ceną, klimat, zabytki, nurkowanie (każdy znajdzie tam coś dla siebie)

Mój cel był prosty. W krótkim czasie (5 dni statkiem po Nilu) uzupełnić swoją kolekcję miejsc, których do tej pory nie udało mi się zobaczyć (Abu Simbel, Kom Umbo, Edfu, Asuan).

W tej opowieści (sorki z góry za to) Egipt będzie tylko tłem, ale obiecuję napisać obszerną relację z całego rejsu.

Takimi statkami pływa się po Nilu - pływające hotele

Takimi statkami pływa się po Nilu – pływające hotele

Już w samolocie z Polski, pełnym żądnych wrażeń i rozrywki turystów, można było wyczuć atmosferę szampańską.

Wyobraźcie sobie 168 pasażerów i jedna wielka impreza, 10 000 metrów nad ziemią. Szczerze byłem zdziwiony, że personel pokładowy przechodzi obojętnie, gdy z każdej strony alkohol lał się strumieniami.

I nie ma, że boli. Nawet nie wiem w którym momencie, ktoś podał mi kieliszek krzycząc – na zdrowie, – chlup – poszło.

O matko jaka niedobra.

Prawdziwy Egipt

Prawdziwy Egipt

Szczęśliwie w momencie apogeum interweniuje kapitan samolotu (chyba sytuacja zaczęła się wymykać spod kontroli), że jeżeli ludzie się nie opamiętają, powstrzymają od hulanek i nie wrócą na swoje miejsca, zmuszony będzie poodbierać paszporty i zrobić awaryjne międzylądowanie na koszt winnych. Powiedzmy, że podziałało.

Pierwszy obrazem charakterologiczny naszych krajan w locie czarterowym już miałem.

Po przylocie do Hurgady, wysypaniu się pijanego i rozbawionego tłumu do terminala przylotów, rozpoczęła się dalsza integracja naszych pobratymców.

Niewielu turystów opuszcza hotele, żeby zobaczyć to co w Egipcie jest autentyczne

Niewielu turystów opuszcza hotele, żeby zobaczyć to co w Egipcie jest autentyczne

Idzie jakaś platynowa laluna z tipsami na kilometr i cekinami oświetlającymi jej drogę a za nią pijany w trzy dupy jej facet z tych agresywnych.

Nie patrzy, że mnie potrąca, potyka się o moją walizkę (moja wina oczywiście), upuszcza swoją walizkę i słyszę:

Ty geju weź tam podnieś mi kurwa tą walizkę!!!!!!

WTF – myślę sobie. Ty słomiarzu z Pcimia Dolnego a kurwa bujaj się na ryj (nie dość że cham, to jeszcze obraża obcego):

Sam sobie podnieś i nie jestem na Twoje usługi – kwituję

Na szczęście laluna go łapie za fraki i ciągnie po wizy egipskie a jego pochłania inny obiekt do ataku (awantura o to, że za wizę musi zapłacić)

RADA: Ludzie – czytajcie informacje przed wylotem – co jest wymagane, ile kosztuje itd. Przyleciał, pan i władca świata, na „ol inkluziw” i myślał, że wiza też jest w pakiecie.

Teraz ja się potykam, bo ilość słomy jaka wyszła z jego butów zawładnęła całym terminalem.

Życie dyktuje nurt Nilu

Życie dyktuje nurt Nilu

Modlę się w duchy – byle nie jechali ze mną w autobusie – na moje szczęście zostaje na górze wysłuchany.

W hotelu spędzam dwa dni w tym noc sylwestrową, poznając fantastycznych ludzi, którzy przywracają mi sens wiary, że nie wszyscy na tego typu wyjazdach są z jednej gliny ulepieni.

Rodzą się pierwsze przyjaźnie. Niektóre trwają do dziś nadmienię, ale o tym później.

Dzień wyjazdu na statek jest kolejnym wyzwaniem.

Ponieważ nasz hotel jest ostatnim na liście, w autobusie nie ma praktycznie miejsc. Siadam w ostatnim rzędzie (fotel nie rozkładany), przede mną dwie dziewczyny.

Od lewej: Ailon, ja i Madzia. Tama Asuańska

Od lewej: Ailon, ja i Madzia. Tama Asuańska

Nagle bam – dostaję fotelem po kolanach i pierwsza z dam układa się do snu.

Kurwa – znowu to samo – ja już się nigdzie nie rozłożę a ta laska sobie leżankę szykuje – zaraz zwariuję.

Druga z koleżanek słysząc poruszenie pyta się mojego kolegę, czy nie będzie przeszkadzało, jak rozłoży sobie trochę fotel.

No to chyba ze mną jest coś nie tak, że się tak czepiam wszystkiego, i do tego robię to na tyle głośno, że ci z przodu słyszeli.

Pewnie coś w tym jest – nie mam łatwego charakteru – szybko się niecierpliwię, często reaguję fochem i irytuję się jak coś nie idzie po mojej myśli – czy jestem w takim razie dobrym kompanem na wspólny wyjazd?

Gdzieś się zgubiliśmy. Asuan

Gdzieś się zgubiliśmy. Asuan

Pierwsze koty za płoty, po zaokrętowaniu (jakoś tak dziwnie się złożyło, że się wszyscy zintegrowaliśmy po kolejnej awanturze zrobionej przez „Lady in RED” – której wszystko przeszkadzało, wszystko było złe, brudne itd.) i koleżanki z autobusu i małżeństwo z hotelu plus kilka nowych osób i ja z kolegą zaczynamy wspólnie rozmawiać.

Jak to mówią – takie pierwsze macanki i sprawdzanie się wzajemne – w końcu najbliższych 5 dni spędzimy wspólnie na jednym statku – więc warto ten czas spędzić z kimś, kto nadaje na tej samej fali.

Wieczorek zapoznawczy jest strzałem w 10. Bo już kolejnego dnia organizujemy wspólny wypad na zwiedzanie Luxoru – bez przewodnika, lokalnym transportem.

Po wieczorku zapoznawczym było sporo chętnych na samodzielne zwiedzanie Luxoru

Po wieczorku zapoznawczym było sporo chętnych na samodzielne zwiedzanie Luxoru

POZORY MYLĄ (tego nauczyłem się podczas tej podróży)

Madziol (laska, która zaatakowała mnie fotelem w autobusie) okazuje się rewelacyjną kompanką. Nadajemy na jednej fali, szybko nasza znajomość zaczyna zamieniać w przyjaźń. Czy to możliwe???

Odpowiedź brzmi tak – na takim wyjeździe możesz poznać kogoś, kto na początku wcale nie zatrybi z Tobą, a po bliższym poznaniu się – stwierdzicie, że to takie telepatyczne więzi, które powodują przyciąganie się i trzymają już na zawsze.

Madzia i Ailon - nasze pierwsze spotkanie było, że tak powiem, falstartem

Madzia i Ailon – nasze pierwsze spotkanie było, że tak powiem, falstartem

Wspomniana Madzia do dziś jest towarzyszką naszych wspólnych podróży. Mało tego, dzięki jej totalnie odmiennemu charakterowi, stała się naszym aniołem stróżem. Potrafi rozładować każdą sytuację, zniwelować iskierki, jej powiedzonka przeszły już do naszego wewnętrznego slangu a serce na dłoni niejednokrotnie przyniosło ukojenie

Na przykład jeszcze w Egipcie wchodzimy do autobusu – nocny transfer, zero miejsc, sami Polacy. TZN miejsca były, ale ludzie tak posiadali, żeby dla siebie mieć po dwa miejsca – Madziol wygłaszając mowę do rodaków brzmiała niemal jak orędzie noworoczne prezydenta Polski – Narodzie, przecież jesteśmy Polakami, czy możecie pomóc, wszyscy się zmieścimy – gdy reakcja była zerowa – usłyszeliśmy – LUDZIE CZY JA MÓWIĘ PO CHIŃSKU??

Była przy mnie już miesiąc po powrocie z Egiptu gdy zmarła moja mama, była w trudnych chwilach gdy coś działo się w mojej pracy. Spędziliśmy kilkadziesiąt jak nie kilkaset godzin na rozmowach o wszystkim.

Jedna z ostatnich podróży mojej mamy. Rok po jej podróży pojechałem ja na tą samą trasę.

Jedna z ostatnich podróży mojej mamy. Rok po jej powrocie pojechałem ja na tą samą trasę.

Druga z koleżanek Ailon (też już przewijała się we wcześniejszych wyjazdach) także do dziś chętnie przyłącza się do wspólnych wyjazdów. Uczestniczy w ważnych dla nas wydarzeniach.

Wspomniani małżonkowie, którzy mieszkali (bo w tamtych czasach stacjonowałem częściowo w Świdnicy) 580 km ode mnie, tak się złożyło są moimi dobrymi znajomymi i mimo znacznej odległości, udaje nam się średnio kilka razy w roku spotkać.

Jeden wyjazd w grudniu 2010 roku zmienił mój krąg znajomych i przyjaciół. Pojawiły się nowe, ważne osoby, które są ze mną do dziś. Przeżywamy razem te smutne i wesołe chwile. Jesteśmy dla siebie inspiracją pomysłów na kolejne podróże, razem odkrywamy świat, jego otoczenie, ale też podpowiadamy sobie, jak znaleźć dobre ceny na samoloty, hotele, co warto zobaczyć itd.

Od lewej: Ailon, Mina nasz przewodnik, ja i Madzia

Od lewej: Ailon, Mina, nasz przewodnik, ja i Madzia

Dlatego czasami nie warto robić założeń na początku podróży, spróbować jednak przełamać się i podjąć wyzwanie poznania tych którzy towarzyszą nam podczas wypoczynku. No nie wmówicie mi chyba, że w hotelu w którym mieszkacie są same buraki????

Podróże to odkrywanie i poznawanie miejsc, zabytków, krajów, kontynentów, ale też analogicznie – ludzi.

Bo to oni sprawiają, że można się potem dzielić swoimi przeżyciami, doświadczeniami, pokazać zdjęcia, zainspirować się.

Dla mnie ten wyjazd był niewątpliwie wielką lekcją pokory – pokazał mi moje wady, te nielubiane cechy charakteru i udowodnił, że zawsze – niezależnie od miejsca – może pojawić się ktoś na Twojej drodze, kto zmieni Twój świat o 360 stopni.

Data wpisu by Julek in Afryka, Wędrówki Umysłu, Wszystkie, Zapiski

About Julek

Jestem podróżnikiem, trochę marzycielem. Ścigam się z czasem, aby za życia zwiedzić jak najwięcej. Tworzę swoją własną historię. Przyłącz się.

Translate »