Best food in NYC. Recommended by Julek

Hamburher a la Mexico - na otro

Hamburher a la Mexico – na otro

Nadszedł czas podsumowań. „Dos Caminos” w Meatpacking District (niedaleko High LINE park), „Kahluas” w East Harlem (blisko stacji metra, przystanek 116) i „Lusy’s Cantina Royale” w Midtown West- to moje typy smaków.

A to już przetestowałem 1,5 roku wcześniej, odwiedzając Miami. Porcje jedzenia w USA są olbrzymie. Przy dobrych wiatrach spokojnie najedzą się jednym zamówieniem dwie osoby.

Czy drogo?? Zasadniczo tak i nie. To zależy jak podejść  do tematu waluty.

Moja kochana mama (niestety już jej z nami nie ma), nauczyła mnie pewnej fajnej rzeczy. Mieszkała w Niemczech i podczas każdej mojej wizyty powtarzała:

– Jak chcesz sobie coś kupić to nie przeliczaj!!!!

– Pracujesz, jakoś sobie dasz radę i spłacisz, użyj karty – podpowiadała.

Trochę to było podpuszczanie, ale fakt jest taki, jak chcesz coś kupić to zrób to od razu, bo potem będziesz żałować, że nie zdecydowałeś się.

I tak samo z jedzeniem:

– Jejku jaki Ty chudy jesteś, zjedz coś, jedzeniem trzeba się cieszyć – powtarzała

– Masz ochotę na coś z ulicy, kup sobie, nie przeliczaj, korzystaj z życia, poznawaj smaki – taka to była moja mamcia.

I tak mi zostało (no może z tym, że nadal pilnuję w domu tego co jem). Na wyjeździe puszczają wszelkie zahamowania i korzystam, smakuję, delektuje się – dosłownie wszystkim.

A najważniejsze to podejść do tematu ceny w relacji 1:1, czyli jeżeli coś kosztuje 14$ to tak jakby w Polsce 14 zł.

I wtedy ma to sens, inaczej nigdy niczego nie kupisz bo Cię przelicznik przerazi!

Chyba nie ma potrawy, której bym nie był w stanie spróbować (będzie w kolejnych opowieściach kilka ciekawych przykładów z innych stron świata).

Swoja drogą ciekawe, że nie ma chyba czegoś takiego jak typowa kuchnia amerykańska.

Dlaczego?

Bo wszystko tutaj przyjechało skądś.

Ukształtowali sobie kuchnię wokół hamburgerów, steaków (krówskie mięso, jak mój wujek Eddie mówi) i smaków kuchni całego świata.

Wyjątkowo podczas tego wyjazdu, grupa nie miała paraliżu decyzyjnego gdzie jeść.

Uwierzcie mi, zawsze na wypadach jest moment, że ktoś jest głodny a ktoś nie, ten chce jeść tutaj, tamten gdzie indziej, tu za drogo, tam śmierdzi!!

Ja nauczony tym, że tak może być, idąc ulicą i zwiedzając, tutaj coś skubnę, tam czegoś spróbuję.

A jak jestem głodny to mówię:

– Informuję wszystkich, że zaczyna mi burczeć w brzuszku i jak nie zjem czegoś w ciągu 20-30 minut włączy mi się maruder pospolity – oświadczam. Co po prostu oznacza, że stanę się nie do zniesienia – o czym już wszyscy wiedzą.

A tym czasem, nie przeliczając waluty, korzystając z okazji jeszcze trochę sobie posmakuję tych pyszności.

Data wpisu by Julek in Jedzeniowo, Nowy Jork, USA, Zapiski

About Julek

Jestem podróżnikiem, trochę marzycielem. Ścigam się z czasem, aby za życia zwiedzić jak najwięcej. Tworzę swoją własną historię. Przyłącz się.

  • bagienny.net

    Nie lubię Cię.
    Zgłodniałem…

  • teszek01

    No w sumie jak się patrzę na te hamburgery to też jestem głodny. No ale sam siebie przecież nie lubić nie mogę :-)

  • Gość

    hahha dobry komentarz teszek 😛

  • teszek01

    Też mi się tak wydaję Ada :-)

  • Obserwuje tego bloga, od jakiegoś czasu i wniosek jest jeden. Pora zacząć podróżować – choćby dla samego jedzenia! :)

    • Jedzenie jest nieodzownym elementem – przynajmniej moich podróży. Tak najlepiej poznaje się lokalne zwyczaje i ludzi.

  • Choć i tak im bliżej powrotu marzy mi się zawsze rosół, mielony czy pierogi :-)

Translate »