All that JAZZ

2014-04-27 20.45.52
Być w NYC i nie załapać się na koncert Jazzowy – obciach na całej linii. Ale nie ja.

Jest taki malutki, niepozorny klubik jazzowy w dzielnicy Greenwich Village. Nazywa się Small Jazz Club.

20140520_09.09.35

Przed wejściem, siedzi sobie ze śmieszną czapką na głowie starszy gościu i kasuje za wejście. (a miało być for free – ZAPAMIĘTAJCIE w USA nie ma nic za FREE) tanie loty do Nowego Jorku na portalu – Centerfly.pl

Ok. Bardzo klimatyczna dzielnica. Mnóstwo pubów, kawiarni, restauracji. Ludzie modnie ubrani, spacerują powoli, nigdzie się nie spiesząc.

Wracając do Jazz – u.

– Tym razem Wam nie odpuszczę – mówi nasza kumpela – jak jesteśmy w NYC to musi być wieczór w klubie jazzowym

– Ok, przecież się zgodziliśmy na jeden wieczór – mówimy

– Tylko jeden? A w środę? Nie przyjdziemy do innego klubu? – pyta

– Nie, nie przyjdziemy – limit wyczerpałaś! – odpowiadam

20$ od osoby za wjazd taki standard widać. No z czegoś trzeba artyście zapłacić – podejrzewam.

Gdy wybieraliśmy lokal, jeszcze przed przylotem do Stanów, spędziliśmy długie godziny na grzebaniu w Internecie. Sprawdzaliśmy strony klubów, rekomendacje, na „You Tubie”.

Weryfikowaliśmy jak dany artysta jest przyjmowany, w jakim kierunku idzie jego twórczość.

Oj nie jest wcale łatwo wybrać klub a tym bardziej dobrać repertuar, tak aby jeszcze towarzystwo utrzymać w ryzach.

Wybór padł na kolorową Lezlie Harrison. Na jej stronie internetowejhttp://www.lezlieharrison.com/home.htm ona sama mówi o swojej twórczości tak:

„These are my musical foundations.

It is in the spirit of these powerful gatherings that I offer my heartfelt creativity to you. Pure Tones! The music I sing is a reflection of those in my community that have touched my soul. It is who I am. Pure tones is soul music for anyone that has ever believed.”

Schodzimy po schodkach do podziemi i widzimy malutki, bardzo klimatyczny klubik – dokładnie tak go sobie wyobrażałem. Ciasny, niski sufit, długi bar z sympatyczną, dyskretną kelnerką (bezszelestnie obsługuje klientów podczas trwania koncertu)

Zamawiamy wino i piwo, co tam kto sobie życzy i wczuwamy się w muzykę i klimat.

Lezlie zaczyna dopiero za godzinę, na razie jesteśmy w trakcie innego koncertu Larrego Gelba. – niestety końcówka.

Nie jest to typowy lokal rozrywkowy. Cała sala jest poprzecinana ławami i krzesłami, tworząc mała widownię. Praktycznie nie ma stolików, My mamy szczęście i siedzimy w idealnym miejscu – z tył małej sali, przy wysokim, okrągłym stole barowym na wysokich, barowych krzesłach.

Przybywa ludzi, robi się tłoczno i wtem pojawia się gwiazda wieczoru. Czarnoskóra praktycznie z ogoloną głową – sekunda mi wystarczyła, żeby ocenić, że przyszła DIVA.

Już czuję, że będzie się działo.

I tak też jest.

Oczywiście Pani Harrison rozpoczyna koncert od szklaneczki whisky z lodem.

Potem słychać pierwsze dźwięki.

Ma lekko zachrypnięty, a może piachowy głos.

Szybko łapie kontakt z publicznością, dzieląc się swoimi odczuciami przy każdym utworze. Jej swing jest niesamowity, hipnotyzujący. Sprawia, że po każdym utworze chce się więcej i więcej.

Prawdziwa magia artysty.

Jest już tak dużo ludzi, że nie ma gdzie usiąść a ciągle wchodzą kolejni.

Co chwilę ktoś wykrzykuje jej imię, pozdrawiają się wzajemnie – widać, że jest znana w tym klubie i nie tylko.

Jest mi już tak dobrze, cieszę się, że dałem się namówić na ten wieczór.

Klimat jest lekko rodzinny, bardzo przyjazny.

Diva kończy i zaczyna się żegnać.

Tłum wiwatuje. Jest atmosfera klubowa.

Takie jest Greenwich.

Taki jest NYC.

Takie jest cudowne życie.

To był bardzo udany wieczór. Jeżeli traficie kiedyś do NYC koniecznie odwiedźcie to miejsce – polecam

 

Data wpisu by Julek in Nowy Jork, Wędrówki Umysłu, Zapiski

About Julek

Jestem podróżnikiem, trochę marzycielem. Ścigam się z czasem, aby za życia zwiedzić jak najwięcej. Tworzę swoją własną historię. Przyłącz się.

Translate »