Meksyk pierwszego dnia czyli same schody

Meksyk jakiego nie znacie

Meksyk jakiego nie znacie

Meksyk wita nas ciepłym wieczorem.

Tuż po 12 godzinach lotu z Frankfurtu liniami Lufthansa, zmęczeni ale szczęśliwi.

Do Meksyku z Lufthansą

Do Meksyku z Lufthansą

Dość sprawnie przechodzimy kontrolę paszportową:

  • na jak długo?
  • 17 dni – odpowiadam
  • Czyli na ile? – typowe pytanie po otrzymanej odpowiedzi
  • Na dwa tygodnie – dopowiadam
  • Gdzie się zatrzymujesz?
  • W którym hotelu?
  • Czy zostajesz tylko w stolicy?

Bum. Mam pieczątkę w paszporcie.

  • Witamy w Meksyku – bez uśmiechu, bez emocji przemawia do mnie Pani oficer.

Meksyk czy jak w Meksyku, skąd wzięło się to powiedzenie?

Pierwszy krok za mną, idę po walizkę, która o dziwo już na mnie czeka. I to jest pierwsze zaskoczenie tego dnia, bo spodziewałem się czekać minimum 45 minut jak podczas ostatniej wizyty.

Do wyjścia na zewnątrz lotniska pozostaje mi tylko kontrola celna. Standard na każdym międzynarodowym lotnisku.

Ale w mieście Meksyk jest troszkę inaczej.

Kolejki jak do odprawy paszportowej na końcu których czekają celnicy, którzy sprawdzają dokładnie Twoją deklarację celną. Następnie zapraszają Cię do naciśnięcia guzika.

Moja kolej zatem grzecznie podchodzę, naciskam i …

Zielone, można iść dalej bez kontroli i prześwietlenia.

Dwa, trzy, cztery … już prawie cała grupa jest na zewnątrz – ciągle zielone, ale mamy szczęście.

Stop.

Czerwone!!!

Na ostatniej osobie. Walizka i plecak trafiają na prześwietlenie i szczegółową kontrolę.

Celniczka czepia się, że w bagażu podręcznym są dwa wagony papierosów, kupione jeszcze na Okęciu. Nie pomaga tłumaczenie, że to na kilka osób, które stoją tuż obok i czekają na pechowca.

  • Ale kobieto, tam stoją 4 osoby a mamy te dwa wagony – tłumaczymy
  • Trzeba było rozdzielić przed kontrolą – mówi niemiła celniczka
  • Ale jak rozdzielić? Co to ma za znaczenie? Przecież ilość osób na jednym bilecie to chyba ilość papierosów też?
  • Proszę na mnie nie krzyczeć, ja wypełniam tylko swoją pracę – pada odpowiedź
  • To je wyrzucę i już, albo zostawię tutaj – dodajemy
  • Nie wolno, przecież już widziałam dwa kartony, trzeba zapłacić cło i podatek – niewzruszona celniczka oznajmia oschle

No to pięknie. Reszta grupy stoi i czeka aż dokona się opłata, co wcale łatwe nie jest, bo najpierw trzeba znaleźć ten punkt poboru opłat.

Po jakiś 15 minutach, lżejsi o około 1000 MXN (peso meksykańskie) czyli jakieś 205 PLN, możemy wyjść na zewnątrz lotniska.

W tym przypadku zakup tańszych papierosów w Polsce nie opłacił się z uwagi na powyższy podatek i cło. Na szczęście ja przeszedłem na zielonym, bo dokładnie takie samo opakowanie podwójnych papierosów miałem w swoim plecaku, o kabanosach nie wspomnę.

Meksyk sprawił nam bardzo miłe powitanie.

Zamawiam taksówkę w jednej z licznych, na lotnisku, budek za 340 MXN (około 70 PLN). Dzieląc na 5 pasażerów wychodzi po 14 zł od osoby. Zważywszy, że zamówiłem mini Vana, bo 5 osób plus bagaże, to cena nie wydaje się być wygórowana.

Meksyk - Centrum

Meksyk – Centrum

Kolejne pół godziny jazdy samochodem ulicami miasta Meksyk i docieramy do naszego hotelu Marlowe przy Avenida Indepedencia. Teraz czeka nas walka z Jet Leg, to ten moment kiedy organizm podejmuje walkę z przestawieniem się na nową strefę czasową. A mamy różnicę 7 godzin do czasu polskiego na minus.

Ja jeszcze robię szybki spacer po okolicy, bo mieszkamy w samym centrum stolicy, tuz przy placu Alameda. Mimo usilnych starań, około 21.00 wszyscy padamy

Palacio de Bellas Artes

Palacio de Bellas Artes

Uświadamiamy sobie, że troszeczkę źle skalkulowaliśmy nasz plan dla miasta Meksyk, ponieważ:

  1. mamy na zwiedzanie stolicy tylko jeden dzień – nie wiem jak to się stało, ale chyba za dużo chcieliśmy upchać do naszego planu zwiedzania i gdzieś nam uciekł jeden dzień,
  2. przylecieliśmy 3 listopada a 1 i 2 listopada to najbardziej celebrowane dni świąteczne w Meksyku.

Dzięki jet leg o 7 rano już wyruszamy na poranne zwiedzanie centrum miasta Meksyk.

Najpierw najbliższa okolica czyli plac Almeda Central, następnie Av. Francisco I Madero w kierunku Zocalo.

Jest to o tyle przyjemne doświadczenie, że nie ma jeszcze dużego ruchu samochodowego i pieszych. Sama przyjemność spacerowania po stolicy i jest bezpiecznie. Przynajmniej takie mam odczucie.

Torre Latino

Torre Latino

Trafiam na Zocalo i kilka okolicznych ulic, aby po godzinie wrócić do hotelu z kawą i poczekać na resztę grupy.

Zocalo

Zocalo

Jak już wspomniałem na miasto Meksyk mamy tylko jeden dzień, oznacza to, że czeka nas intensywny i bardzo napięty dzień.

Na pierwszy ogień idzie Muzeum Fridy Khalo,

bo wszyscy zadeklarowali, że chcą to miejsce koniecznie odwiedzić.

Meksyk

Meksyk

Bierzemy taxi z hotelu za 280 MXN i ruszamy do dzielnicy Coyoacan. Dzielnica to zupełnie inny świat. Niska zabudowa, eleganckie rezydencje, całkiem przyjemna okolica.

Jesteśmy za wcześnie. Muzeum otwierają o 10 rano, zatem mamy czas na śniadanie.

Pierwsze śniadanie w Meksyku

Pierwsze śniadanie w Meksyku

Gdy wracamy, jest już spora kolejka do wejścia. Bilet wstępu to 120 MXN od osoby (około 25 zł) plus dopłata 45 MXN za aparat fotograficzny. Widać Frida się ceni.

Wejście do Muzeum

Wejście do Muzeum

Warto zapłacić za bilet, bo wewnątrz domu odkrywamy zupełnie inny świat. Bogata wystawa prac Fridy, rodzinne fotografie, pracownia, sypialnia, kuchnia, salon – na każdym kroku widzę cierpienie tej kobiety i próbuję zrozumieć jak to przełożyło się na jej twórczość.

Kuchnia

Kuchnia

Prowadzimy sporo dyskusji i próbujemy skleić z naszej dotychczasowej wiedzy obrazek z jej życia. Przydaje się także internet, bo wiele faktów mieszamy. Warto sobie wcześniej poczytać więcej na temat jej życia i twórczości.

Pracownia

Pracownia

Po zakończeniu wizyty, organizujemy kolejną, już tańszą taksówkę do centrum miasta.

Chcemy dojechać do El Ángel de la Independencia – jednego z symboli miasta Meksyk. Pomnik został wzniesiony w 1910 roku w setną rocznicę rozpoczęcia walk z Hiszpanami o niepodległość.

Z tego miejsca rozpoczynamy nasz spacer po stolicy.

Trasa na dziś

Trasa na dziś

Kierując się Paseo de la Reforma do placu Alameda.

Anioł Niepodległości

Anioł Niepodległości

To właśnie na tym placu tętni życie miasta Meksyk. Są tutaj liczne stragany z lokalnymi wyrobami, ale też duży wybór stoisk z jedzeniem.

Tutaj można podziwiać Palacio de Bellas Artes a także zabytkowy budynek poczty głównej do którego obowiązkowo trzeba wejść chociaż na chwilę, aby podziwiać kunszt i precyzję wykończenia dekoracji wewnątrz budynku.

Poczta Główna

Poczta Główna

Wychodząc z placu Alameda mijamy Torre Latino, pierwszy drapacz chmur w stolicy i dalej Av. Francisco I Madero docieramy do Zocalo z dumnie górującą ponad placem katedrą (wstęp bezpłatny) oraz Pałac Narodowy.

Torre Latino

Torre Latino

Jest godzina 14.00 zatem robimy przerwę na posiłek, ale hitem okazują się serwowane tutaj Margarity.

Pierwsza Margerita

Pierwsza Margerita

Posileni ruszamy dalej docierając do Templo Mayor, są to pozostałości po najważniejszej świątyni sakralnej Azteków. W miejscu tym dochodziło do regularnego składania ofiar z ludzi. Krwawe widowiska miały na celu przebłaganie bogów i prośby o przychylność.

Obecnie są tutaj tylko ruiny, słabo zachowane.

Templo Mayor

Templo Mayor

Jest godzina 16.30 i czas na kolejna atrakcję miasta Meksyk zatem kierujemy się do hotelu Grand ze spektakularnym wnętrzem w lobby, szklanym i mozaikowym dachem, wewnętrznymi zabytkowymi windami. To właśnie do tego hotelu w ostatnim filmie serii James Bond wchodzi główny bohater. Wstęp bezpłatny, ale warto.

Hotel Grand

Hotel Grand

Ostatnim punktem dzisiejszego dnia jest Plac Garibaldich,

ale zanim tam docieramy, odwiedzamy jeszcze Plaza 23 de Mayo słynącego z usytuowanych tutaj drobnych manufaktur i stanowisk pisarskich. To właśnie tutaj w krótkim czasie możesz zamówić i wydrukować sobie wizytówki, okazjonalne zaproszenia lub kartki na każdą okazję. Dla tych co nie umieją pisać lub nie wiedzą jak coś napisać, można zlecić czekającym przy maszynach pisarzom, każde w zasadzie zlecenie.

List czy zaproszenie?

List czy zaproszenie?

Docieramy do Plaza Garibali słynącego z grających tu słynnych Mariachi. Typowy zespół składa się z kilku do kilkunastu grajków. Obowiązkowe są skrzypce, gitara, mandolina i trąbki. Niesamowite wrażenie robią ich stroje. Jest ich tutaj całe rzesze.

Ściemnia się, dochodzi godzina 18.00 i decydujemy się usiąść w jednym z otwartych ogródków, napić się lokalnych trunków i posłuchać, podziwiać to show.

Plac Garibaldi i uliczni grajkowie

Plac Garibaldi i uliczni grajkowie

Z regularnością co 5 minut podchodzi do nas kolejny przedstawiciel Mariachi i oferuje swoje usługi. Z uśmiechem odmawiamy. Przy sąsiednich stolikach zamówienia sypią się na potęgę. Efektem tego jest absolutne stereo kilku kapel jednocześnie, wzajemnie się zagłuszających.

Po dopiciu naszych napojów stwierdzamy, że nasze uszy już więcej nie wytrzymają i zarządzamy ewakuację. Była atrakcja, było miło, ale czas kierować się do hotelu.

Kolacja w ulicznym barze

Kolacja w ulicznym barze

Około godziny 21 docieramy pod hotel, gdzie w jednej z licznych i tanich jadłodajni kosztujemy lokalne posiłki.

Jutro czeka nas równie intensywny o ile nie bardziej dzień.

Data wpisu by Julek in Jedzeniowo, Meksyk, Wędrówki Umysłu, Wszystkie, Zapiski

About Julek

Jestem podróżnikiem, trochę marzycielem. Ścigam się z czasem, aby za życia zwiedzić jak najwięcej. Tworzę swoją własną historię. Przyłącz się.

Translate »